Archiwum Polityki

Wydrzeć Michnikowi polską duszę

Maciej Rybiński był jednym z felietonistów. Teraz może już zaliczać się, wedle określenia Jarosława Kaczyńskiego, do „publicystycznej szpicy”. W czołówkowym artykule „Dziennika” triumfalnie, niczym prawodawca, obwieścił początek nowej epoki, czyli „Koniec Polski Kiszczaka i Michnika”.

W podobnym duchu wypowiadali się wprawdzie Cezary Michalski, Robert Krasowski, Michał Karnowski, Rafał Ziemkiewicz, Ryszard Legutko i wielu innych autorów „Dziennika”, „Rzeczpospolitej”, „Faktu” czy „Wprost”. Jednak właśnie tekst Rybińskiego – od tytułu aż po ostatnią kropkę – uznać można za wykładnię zgoła kanoniczną.

Okazuje się, że od roku 1989 żyliśmy w „ubeckim skansenie” kłamstw, stworzonym i despotycznie zarządzanym przez „Arcykapłana antylustracyjnego Kościoła”; ów „sprawujący władzę nad III RP”, „zamykający wszystkim usta”, w dodatku niedokształcony tyran nie tylko „nie otwierał nas na zachodnią demokrację, ale od niej izolował”.

Polityka 3.2007 (2588) z dnia 20.01.2007; Kraj; s. 28