Archiwum Polityki

A w sercu ciągle maj

Rozmowa z Danielem Cohn-Benditem, legendarnym „czerwonym Danym” z Francuskiego Maja 1968 r. i dzisiejszym posłem z ramienia partii Zielonych do Parlamentu Europejskiego

Przeszedł pan drogę od rewolty do pochwały demokracji parlamentarnej. Jednak wydarzenia 1968 r. były efektem nieufności do zastanych instytucji demokratycznych, czego wyrazem było hasło „Pod asfaltem jest plaża” – prawdziwe życie jest poza widoczną strukturą. Czy dziś przyznaje pan młodym prawo występowania, jak wy wówczas, z podobnymi hasłami?

Mnie ukształtowała moja historia. A moje dzieci zdobywają własne doświadczenie. Nie jestem dziadkiem-rewolucjonistą, nie doradzam jako czcigodny parlamentarzysta 23-latkom, co mają robić. Ale po rozruchach sprowokowanych w Genui przez antyglobalistów publicznie spierałem się z Joschką Fischerem, zarzucając mu, że krytykując antyglobalistów posługuje się językiem władzy. Uważam, że antyglobaliści mówili w Genui wiele bzdur, ale mieli rację, gdy twierdzili, że świat jest dziś źle ułożony. I zgodnie z mym doświadczeniem życiowym mogę się spierać i z antyglobalistami, i z możnymi tego świata, domagając się, by każda generacja znajdowała pod asfaltem nie tylko własną plażę, ale i własne piekło. Na tym polega debata. Pozostaję więc wierny temu, co robiłem w 1968 r., i ówczesnemu hasłu: „Zabrania się zabraniać”.

O jakie problemy z tych, które pojawiły się na barykadach, może pan dziś walczyć w Parlamencie Europejskim?

O żadne, bo wygraliśmy. Wygraliśmy socjalnie i społecznie. Przegraliśmy politycznie, bo nie ma społeczeństwa rad. Na szczęście. A problemy, przed jakimi stoją nasze społeczeństwa, nie mają nic wspólnego z problemami gaullistowskiego społeczeństwa ’68. Ciągłość zachowała się jedynie w sposobie bycia naszego pokolenia, a nie w treściach politycznych.

Polityka 20.2003 (2401) z dnia 17.05.2003; Świat; s. 51
Reklama