Archiwum Polityki

Wyzwolony Bill

Firma o poważnie brzmiącej nazwie Superior Treasury, USA zorganizowała w Warszawie, jak czytamy na zaproszeniu, „prywatne przyjęcie” z okazji otwarcia wystawy amerykańskiego artysty Billa Macka. Przyjęcie, które okazało się skromnym koktajlem (ach, ta amerykańska skłonność do przesady), odbyło się w buduarowej knajpce mieszczącej się w piwnicach galerii Zachęta. Na zaproszeniu poinformowano też, iż Mack jest „uznawany na świecie za czołowego przedstawiciela trendu »Wyzwolenie z płaszczyzny« w rzeźbie”. Trzy rzeczy były niepokojące. Po pierwsze nigdy nie słyszałem o Billu, co mogło oznaczać, że albo już nie nadążam za sztuką, albo świat, który go uznaje, to świat wirtualny. Po drugie najgłębszą istotą rzeźby od momentu jej narodzin jest właśnie „wyzwolenie z płaszczyzny”, więc ponowne wyzwalanie jest zabiegiem dość trudnym. Po trzecie zachodziłem w głowę, dlaczego czołowy przedstawiciel trafia ze swymi pracami do knajpy, a nie do mieszczącej się tylko piętro wyżej galerii. Obawy okazały się uzasadnione. Wyzwolone z płaszczyzny dzieła Billa Macka okazały się arcykiczowatymi reliefami ze słodkimi podobiznami Monroe, Presleya, Statui Wolności i przeróżnych roznegliżowanych piękności, a wystawa – tandetnym objazdowym sklepikiem (ceny od kilku do kilkunastu tysięcy euro). Przy tych pracach obrazki sprzedawane na polskich starówkach jawią się jak szczyt wyrafinowania, elegancji i artyzmu. A na tę hucpę dały się nabrać setki stołecznych dziennikarzy, aktorów, biznesmenów, którzy uwierzyli w wyzwoloną sztukę Billa.

Piotr Sarzyński

Polityka 30.2003 (2411) z dnia 26.07.2003; Kultura; s. 56
Reklama