Archiwum Polityki

Azyl w zoo

Jak to mawiał pewien utytułowany przemądrzalec: – Kiedy rozszyfrowałeś, kim są Oni, nie musisz już wydawać na psychiatrę.

Czasy takie, że nie budziłoby zdumienia, gdyby ktoś poprosił o azyl w zoo. Też można spotkać tam „towarzystwo”, ale przynajmniej niegadatliwe. W zoo lew to lew, król pustyni, a nie aluzja. Albo słoń: wie, że jest trąbalski, więc nie wszczyna bójki przed Sejmem. Psy dingo nie nadają się do tego, by wieszać je na znajomych. Hiena, uśmiechnięta niczym bohaterowie sitcomu, zachowuje się zgodnie z sentencją: o zmarłych dobrze albo wcale.

Polityka 19.2003 (2400) z dnia 10.05.2003; Groński; s. 93
Reklama