Archiwum Polityki

Po Bali

Na deptaku w Kucie, głównym kurorcie Bali, spacerują Singapurczycy w białych maskach na ustach. Dopiero co przylecieli od siebie – a tam teraz wszędzie chodzi się w maskach, bo SARS – i jeszcze nie mają odwagi zaczerpnąć powietrza. Inni, z Australii i Europy, nawet nie mają odwagi przylecieć. Zapowiada się najgorszy sezon od lat.

Największe dziś marzenie na rajskim Bali? Wyprosić jakoś u swoich bogów, aby tamte bomby to był tylko zły sen. I żeby wreszcie się z niego obudzić. Najmodniejsze hasło na koszulkach: „Osama doesn’t surf”, Osama nie jest serferem. Jest facetem z zewnątrz, z innego świata, który posłał brodatych pomocników, aby zniszczyli Bali, popsuł serferom święto. To serferzy z Australii na początku lat 60. odkryli to miejsce, gdzie fala jest przez cały rok – od trzech do pięciu gwiazdek w rankingu Surf Guide, bo jeszcze ciepło i tanio oraz życzliwi tubylcy.

Polityka 19.2003 (2400) z dnia 10.05.2003; Na własne oczy; s. 100