Pierwszy legalny i niezależny od totalitarnej władzy związek zawodowy w bloku sowieckim narodził się 25 lat temu w Polsce po podpisaniu tzw. porozumień gdańskich, kończących strajki w sierpniu 1980 r. Przyjął nazwę Solidarność i od początku był wielkim ruchem społecznym, wyrażającym także aspiracje polityczne – wobec braku pluralizmu. Już w nazwie odwoływał się do idei solidarności społecznej, samorządności, postulował wolności obywatelskie, nawiązywał do społecznej nauki Kościoła. Został zdelegalizowany po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r., działał w konspiracji ścigany przez władze, wrócił do legalnej działalności po obradach Okrągłego Stołu i zmianach demokratycznych w Polsce w 1989 r.
Na jubileusz mają przybyć wysocy przedstawiciele wielu państw, zwłaszcza tych, które odzyskały niepodległość wraz z upadkiem obozu socjalistycznego. Cały 2005 r. Komisja Krajowa „S” ogłosiła Rokiem Solidarności Międzyludzkiej. Obchodom jednak towarzyszą kontrowersje i spory wśród historycznych działaczy. Trwa licytacja, kto z kim może stanąć podczas obchodów w jednym szeregu. Oliwy do ognia dolało zaproszenie na uroczystości prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, jakie wystosował do niego po słynnym pojednaniu w Rzymie po pogrzebie Jana Pawła II Lech Wałęsa, historyczny lider związku.
Ciągły spadek liczby członków (obecnie ok. 700 tys.), trudności stawiane związkowi w prywatnych zakładach pracy i wcześniejsze zbytnie angażowanie się w politykę sprawia, że przed dzisiejszym kierownictwem związku (przewodniczącym jest Janusz Śniadek) staje trudne zadanie. Solidarność już się modernizuje, szkoli swoich działaczy w dziedzinie prowadzenia negocjacji, pomaga w aktywnym szukaniu pracy, werbuje nowych członków w wielkich koncernach, działa w międzynarodowych instytucjach.