Wobec stałego wyłączania prądu przez władze niemieckie, braku nafty do lamp naftowych i wysokich cen świec, karbidówki stały się powszechnym sposobem oświetlania mieszkań. Składały się z dwóch części. W dolnej był karbid, w górnej – skapująca nań woda. Następowała reakcja chemiczna, w rezultacie której wytwarzał się łatwopalny gaz, który – zapalony – dawał ostre, jasne światło. Wymagały dużej ostrożności w obsłudze, a czyszczenie ich ze zlasowanego karbidu było czynnością obrzydliwą. Początkowo karbid był tani. W 1941 r. kilogram kosztował 60 gr, rok później 6–8 zł, a w listopadzie 1943 r., gdy w Warszawie przez cały miesiąc nie było prądu, cena skoczyła do 28 zł.
Pomocnik Historyczny
Tajemnice końca II wojny światowej
(90096) z dnia 26.04.2005;
s. 71