W historii zdarzały się powszechne pielgrzymki i zjazdy wszystkich możnych tego świata, bywały i tłumne, podniosłe pogrzeby. Trudno jednak o precedens, by towarzyszenie w agonii i śmierci, a potem tygodniowe czuwanie przy trumnie stało się sprawą milionów ludzi. By aż tylu poczuwało się do hołdu, niezależnie od wyznawanej wiary, wieku, narodowej i społecznej przynależności.
Zjazd rzymski to z pewnością wydarzenie historyczne. Choć jeszcze dwa tygodnie temu, w wielkotygodniową Wielką Sobotę, tak trudno było przewidzieć, że następna sobota – sobota odejścia Papieża – też będzie wielka. I że nastąpi po niej tydzień niezwykły. Bo aż trudno oprzeć się wrażeniu, że każdy z siedmiu dni od śmierci do pogrzebu miał swoje osobne, specjalne znaczenie, jakby każdy miał służyć nowej refleksji, nowemu odkryciu.
Dziś ciągle jeszcze jesteśmy pod wrażeniem skali i charakteru wydarzeń, gromadzimy pamiątki, wśród nich oczywiście fotografie. Już zaczynamy je układać raczej według znaczenia i wymowy niż chronologii. Ale te dwa porządki często zachodzą na siebie. Tak właśnie jest też w naszym specjalnym wydaniu. Spełniamy kronikarski obowiązek, ale też próbujemy odnaleźć kilka głównych przekazów, jakie nam – Polakom – pozostały z wielkiego, żałobnego tygodnia, kiedy Jan Paweł II już milczał, złożony śmiertelną chorobą, i wtedy, kiedy zamilkł na zawsze.