Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Pielgrzymka narodów

Im bliżej pogrzebu, tym bardziej oczywiste się stawało, że wręcz tylko ułamek spośród pielgrzymów, którzy zdecydowali się na wędrówkę do Rzymu, zdoła wziąć bezpośredni udział w ceremonii, śledzić ją na własne oczy. Od czwartkowego wieczoru zamknęła się też szansa na ujrzenie papieskich zwłok. A jednak wbrew wszelkim racjonalnym przestrogom – że tłok, że nie będzie gdzie głowy przyłożyć, że wszystko trzeba będzie oglądać na telebimie w bocznej uliczce – fala żałobników do ostatniej chwili wzbierała.

Bo też potrzeba i sens pielgrzymowania nie poddają się racjonalnym kategoriom. Pielgrzymka jest ofiarą. Ta akurat – wyjątkową, w intencji Papieża, dla którego pielgrzymowanie było esencją pontyfikatu. Jan Paweł II przywrócił katolicyzmowi tę tradycję. W Polsce była ona zawsze silna, tym bardziej że sanktuaria pełniły rolę kaplic polskości. Świat jednak, jak się wydaje, za czasów polskiego Papieża odkrył na nowo mistykę docierania do miejsc świętych w znoju i skupieniu, z modlitewnym śpiewem na ustach.

Papież do tej pory wychodził pątnikom naprzeciw. Trudy, które znosił, zwłaszcza pod koniec życia, gotowość do bycia wszędzie na Ziemi, z każdym potrzebującym, gotowość podania ręki trędowatemu, skazanemu, zapomnianemu – wymagały wdzięczności i odpłaty. Więc ją otrzymał. Zabrał na ostatnią swą pielgrzymkę miliony.

Wydania specjalne archiwalne Wielki tydzień. Specjalne wydanie zdjęciowe (90097) z dnia 09.04.2005; s. 41
Reklama