Archiwum Polityki

Sam już nie wiem

+++

Muszę się przyznać, że trochę się pogubiłem. Słucham tej płyty już któryś raz i nie potrafię na razie odpowiedzieć na najprostsze pytania:

1. Czy „Luckyday” mi się w podoba?

2. Jaki/e styl/le reprezentuje artystka?

3. Czy claviola i ukulele to moje ulubione instrumenty?

Pytania powyższe nasunęły mi się podczas słuchania albumu „Luckyday” pani Rachelle Garniez. To, jak podają źródła, już trzecia jej płyta. Dziwna i niepokojąca. Muzycznie niespójna, przypomina chwilami dokonania Rickie Lee Jones, czasem Toma Waitsa,
a chwilami Kate Bush.

Polityka 13.2005 (2497) z dnia 02.04.2005; Kultura; s. 61