Archiwum Polityki

Bierzmy, toż to dziecko

Większość sierot – w krajach rozwiniętych i w Polsce – trafia do rodzin, które opiekują się nimi w zastępstwie rodzonych. Nasze zastępcze muszą się jednak zmienić.

Na podwórku Urszuli i Marka Milczarków kłębi się gromada dzieciaków. Oraz dwa kozły, psy, koty w dużej ilości i kury; chociaż nie znoszą jajek, to, broń Boże, nie do zabicia. Ojciec zastępczy usiłował raz zabić koguta, ale wrócił z lasu z siekierą i żywym ptakiem oświadczywszy, że mordować nie potrafi. Prowadzi firmę budowlaną.

Przenieśli się z synem ze stolicy na podwarszawską wieś, wybudowali dom. Postanowili adoptować dziecko. Oboje byli po rozwodach, więc uznano, że nie spełniają warunków.

Polityka 13.2005 (2497) z dnia 02.04.2005; Społeczeństwo; s. 76