Archiwum Polityki

Obrazy z dręczącego snu

Twórców podzielić można z grubsza na dwie, rzadko przenikające się, grupy: cenionych przez krytyków i lubianych przez publiczność. Zdzisław Beksiński należał do jednej i drugiej, choć w szczególny sposób. Za co innego chwalili go fachowcy, za co innego podziwiały tłumy.

W powszechnej świadomości miłośników sztuki utrwalił się właściwie jeden wizerunek Beksińskiego: autora onirycznych, jakby ze złego snu wyjętych wizji, zapełnionych przez monumentalne, rozpadające się katedry i cmentarze, zamieszkanych przez człekokształtne stwory, ni to żywe, ni martwe. Świat mało sympatyczny, niepokojący, wręcz depresyjny, ale przez swój rozmach, fantastyczne bogactwo narracyjne i perfekcyjne przedstawienie – także intrygujący i skutecznie łechcący wyobraźnię odbiorców.

Polityka 9.2005 (2493) z dnia 05.03.2005; Społeczeństwo; s. 88