Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Prezydentowi i premierowi pod rozwagę

Nadszedł czas, aby pomyśleć o utworzeniu nowego rządu

Czy premier Leszek Miller powinien odejść? To pytanie formułują już nie tylko frustraci toczący z premierem swe prywatne wojny, polityczni outsiderzy, nie tylko politycy rozsierdzonego zerwaniem koalicji PSL. To pytanie krąży natarczywie po wszystkich politycznych kuluarach, a nawet po salonach władzy. Na spotkaniu (w piątek, 14 marca) u prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, które miało być pokazem istnienia wspólnego proeuropejskiego frontu, ta sprawa zdominowała całą dyskusję – od Jarosława Kaczyńskiego po Władysława Frasyniuka nikt nie miał wątpliwości, że istnieje problem premiera Leszka Millera i ta kwestia była tak naprawdę najważniejszą z omawianych. Uczestnicy wymykali się dziennikarzom tylnymi drzwiami, nie ukrywając, że nie chcą stanąć do fotografii wspólnie z premierem, że nie mają dla opinii publicznej żadnego wspólnego przesłania.

To spotkanie odbyło się w dwa dni po wygraniu w Sejmie przez rządzącą mniejszość pierwszego prestiżowego głosowania: w sprawie apelu do premiera o podanie się do dymisji. Sejmowa rządząca mniejszość zyskała nawet kilka głosów, przygarniając pod swe skrzydła kilku rozproszonych dotychczas posłów, głównie uciekinierów z własnych szeregów. Rząd może więc trwać, przynajmniej do nowego budżetu, a kto wie czy nie dłużej, ale będzie trwał w coraz większym stresie, a to oznacza wyłącznie redukowanie zamiarów, a także nerwowe i przypadkowe działania. Taki polityczny plan minimum można realizować, ale czy Polsce dziś potrzebne są plany minimum, czy też śmiałe projekty polityczne? To jest pytanie kluczowe do wszystkich uczestników polskiej polityki.

Po wygranym głosowaniu premier podzielił Sejm na tę część, która chce pracować, czyli prorządową, i na tę, która woli polityczne awantury, czyli opozycyjną. To zły podział, gdyż ma walor wyłącznie propagandowy.

Polityka 12.2003 (2393) z dnia 22.03.2003; Komentarze; s. 16
Reklama