Archiwum Polityki

Wypędzeni z raju

Jak Saddam Husajn osuszył biblijne mokradła na południu Iraku.

Chłopak w mocno wyświechtanym wojskowym drelichu przewiesił kałasznikowa przez ramię i uśmiechając się przyjaźnie poprosił o kubek wody. Powiedział, że ma na imię Ali. Po co tu stoi? Ano, służbę pełni. Jemu akurat przypadło pilnowanie raju. Do wojska wzięli go z Czibajisz – małej wioski w samym środku rozlewisk nad Eufratem. Trochę ponad pół godziny samochodem. Pewnie, że nie chciał. Ale jak mus, to mus. Śmiali się, że jedzie do raju. Tylko co to za raj! Jedno drzewko.

Polityka 11.2003 (2392) z dnia 15.03.2003; Świat; s. 54
Reklama