Archiwum Polityki

Rozkosze zieeeewania

Ziewanie podczas zebrania lub wykładu wcale nie musi oznaczać znudzenia. Być może po prostu chłodzimy nasze przegrzane mózgi.

Otwieramy szeroko usta, przechylamy głowę do tyłu, przymrużamy lub zamykamy oczy (często łzawią) i robimy głęboki wdech – ziewamy. Często jeszcze z dodatkowym przeciąganiem się, ale – co charakterystyczne – głównie rano, po obudzeniu się. Wieczorem nie mamy raczej ochoty na wygibasy. Kiedy ziewamy, wzrasta ciśnienie krwi, serce bije szybciej, rozciągamy różne grupy mięśni. Udane, pełne ziewnięcie jest też najwidoczniej przyjemnym doświadczeniem, porównywanym nawet z orgazmem i skutecznym kichnięciem (wystarczy przypomnieć sobie naszych przodków zażywających tabakę).

Polityka 32.2007 (2616) z dnia 11.08.2007; Nauka; s. 110