Archiwum Polityki

Mus nie dla nas

Czy obowiązek uczestniczenia w wyborach to lekarstwo na coraz niższą frekwencję?

Szczęśliwe narody, w których dzień wyborów to święto demokracji. Sto lat temu Anglicy chodzili do wyborów jak do kościoła – w najlepszym ubraniu, z medalami na piersi. Pół wieku temu frekwencja na Wyspach sięgała zwykle 70 proc. Podobny wynik odnotowano jeszcze 10 lat temu. Brytyjczycy tak bardzo chcieli wtedy odsunięcia od władzy konserwatystów, że poszli głosować w zwykłych ubraniach, ale masowo, jak za dawnych dobrych czasów. Do urn pokwapili się też młodzi.

A potem przyszło wielkie tąpnięcie.

Polityka 41.2007 (2624) z dnia 13.10.2007; Ludzie; s. 126