Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Archiwum Polityki

Czy istnieje futbol europejski?

Współczesny futbol wygląda tak, jakby na naszych oczach toczył się jeden wielki światowy mecz, symultanicznie rozgrywany na gigantycznym globalnym boisku.

Kibicując piłkarzom podczas Euro 2008 warto poczynić refleksję szerszą. Nasuwają się bowiem pytania, które jeszcze do niedawna nikomu nie przyszłyby do głowy. Czy to jeszcze są – literalnie – mistrzostwa Europy, czy raczej turniej przekraczający tradycyjne kontynentalne kryteria? Czy w obliczu globalizacji można w ogóle mówić o jakiejkolwiek europejskiej – w futbolowym sensie – odrębności czy tożsamości? Czym różni się piłkarstwo europejskie od latynoamerykańskiego lub afrykańskiego? Czy zatem – powtórzmy pytanie tytułowe – istnieje dziś futbol europejski?

1.

Zacznijmy od owej globalistycznej metafory. Nie ma tu cienia przesady. Nowoczesne technologie, zwłaszcza telewizja i Internet, sprawiły, iż mamy do czynienia z jednym globalnym boiskiem tak doskonale widocznym, że żaden ruch nie ujdzie bacznej uwadze kamer ani czujnym spojrzeniom widzów. Kiedyś byliśmy zdani na relacje z drugiej ręki. O wyczynach wirtuozów z Argentyny, Urugwaju i Brazylii mogliśmy dowiedzieć się to i owo z gazet; radio nie poczyniło tu rewolucji. Raczkująca telewizja z rzadka wychodziła poza europejskie opłotki. Bariery komunikacyjne wydawały się nie do przebycia. Każdy kontynent, odgrodzony przestworem oceanów, stanowił świat osobny, poniekąd kisząc się we własnym futbolowym sosie.

Jeśli coś się zmieniało, to był to ruch jednostronny, z zachodu na wschód. Począwszy od lat 30. i ponownie po wojnie do Europy zjeżdżali latynoscy magicy piłki, zasilając miejscowe kluby, a bywało, że również narodowe reprezentacje, szczególnie Włoch (tzw. oriundi, u których doszukiwano się, często na siłę, włoskich korzeni), a w mniejszym stopniu do Hiszpanii (Martinez, Santamaria) i Francji (Cazenave, de Bourgoing, Combin).

Dodatki 23.2008 + Polityka. Przybornik Kibica. Euro 2008 (90115) z dnia 07.06.2008; s. 4
Reklama