Archiwum Polityki

Stawka inna niż urząd

Karty zostały rozdane. Wiadomo, że głównym kontrkandydatem obecnego prezydenta będzie Marian Krzaklewski, że w ten wyborczy pojedynek spróbuje się wmieszać Andrzej Olechowski, że ciekawą walkę o rząd dusz na wsi mogą stoczyć Andrzej Lepper i Jarosław Kalinowski.

Partie w zasadzie rozstrzygnęły swe dylematy. Unia Wolności zrezygnowała z wystawienia własnego kandydata, Unia Pracy poparła obecnego prezydenta, pozostałe ugrupowania zgodnie z logiką (za rok zmienia się Sejm i Senat, a więc wybory prezydenckie są także prawyborami parlamentarnymi) postawiły na swoich liderów. Na etapie wyłaniania kandydatów zaskoczeń raczej nie było, poza dwoma: nieschematyczną decyzją Unii Wolności i upartym przeciąganiem przez część AWS ostatecznej akceptacji dla Mariana Krzaklewskiego. Te dwa wydarzenia stawiają jednak na porządku dnia pytanie o rzeczywisty sens tegorocznych wyborów prezydenckich, o kondycję ugrupowań politycznych i ich przywództwa, a także o miejsce prezydentury w naszym systemie politycznym.

Otóż dla ugrupowań partyjnych wygranie tych wyborów nie jest już ważnym celem i to widać wyraźnie. Ciężar popularności Aleksandra Kwaśniewskiego przytłacza i sprawia, że utrwaliło się wśród polityków przekonanie, że prezydentury i tak nikt mu nie odbierze. Wszystkie rozważania sprowadzają się więc w zasadzie do tego, czy „przyklepanie” stanu faktycznego nastąpi już w pierwszej czy dopiero w drugiej turze. Wprawdzie słychać czasem, że prawdziwa kampania może jeszcze wiele zmienić, ale owe zmiany rozpatrywane są raczej w kontekście pytania, czy Marian Krzaklewski zdobędzie więcej niż 20 proc. głosów, a więc mniej więcej tyle, ile zbiera dziś AWS, czy też skończy start w pierwszej turze z kompromitującym wynikiem. Jedynie Andrzej Olechowski nie chce się poddać temu sposobowi myślenia, co może jest nawet zrozumiałe zważywszy, że ten kandydat nie ma na głowie problemów z własną partią, nikt go nie może odwołać, nikt nie może mu odebrać przywództwa, a wprost przeciwnie, dobry wynik w wyborach może uczynić go bardzo atrakcyjnym dla niektórych ugrupowań centrowych i centroprawicowych.

Polityka 21.2000 (2246) z dnia 20.05.2000; Kraj; s. 26
Reklama