Archiwum Polityki

Kolega Orfeusza

Rozpoczęty właśnie Rok Herbertowski, przypadający na 10 rocznicę śmierci poety, będzie okazją, by na nowo odpowiedzieć sobie na pytanie: za co kochamy Zbigniewa Herberta?

Autor „Epilogu burzy” w ostatnich latach życia lubił się nazywać pułkownikiem Królewskiej Samodzielnej Brygady Huzarów Śmierci. Było w tym coś więcej niż literacka dezynwoltura. Chcąc nie chcąc został żołnierzem w toczącej się w Polsce gdzieś od początku lat 90. wojnie kulturowej między obozami polskiej inteligencji: liberalno-lewicowym i konserwatywno-prawicowym. Wypowiedzi publicystyczne Herberta z pięciu ostatnich lat życia, jego konflikt z Miłoszem, odsłonięte nowe fakty z jego biografii (nie był aż tak niezłomnym, na jakiego go kreowano, a i jego lwowska, partyzancka, akowska przeszłość bardziej należała do legendy niż faktów) – wszystko to antagonizuje dziś czytelników Herberta ponad miarę i skłania do nazbyt instrumentalnych odczytań.

Polityka 12.2008 (2646) z dnia 22.03.2008; Kultura; s. 74
Reklama