Archiwum Polityki

Jak po haśle

Smutek, smuteczek czepia się jak smoła podeszwy. Wiadoma sprawa. Spotkałem znajomego. Machał rękami jak wiatrak.
– Cholery nie ma na te komary – wyjąkał, puchnąc.
– Ano nie ma – zgodziłem się, bo na ogół bywam zgodny.
– Mnożą się i mnożą – znajomy gestykulował jak Gabriel Janowski w Sejmie.
– Co pan chce: zimy nie było, teraz deszcze. Dlatego.
– No właśnie – namysł na twarzy znajomego stał się jeszcze wyrazistszy. – Ci uczeni, naukowcy, czy jak im tam – zajmują się wszystkim, co zbędne.

Polityka 26.2001 (2304) z dnia 30.06.2001; Groński; s. 86