Archiwum Polityki

Rozróżniajmy chamów

W świetnym szkicu Jana Pieszczachowicza „Na odzyskanym śmietniku” („Gazeta Wyborcza” 10–11 XI 2001) poświęconym literackim świadectwom brutalizacji życia politycznego w dwudziestoleciu międzywojennym, jeden drobiazg budzi zasadniczą wątpliwość. Do galerii radykalnych i programowych chamów krytyk zechciał obok Bigdy i Dyzmy zaliczyć też starego mistrza szewskiego Sajetana Tempe z dramatu Witkacego, lżąc go przy tym okrutnie i przydając mu niemiłą progeniturę: „Jego powojennym potomkiem jest niewątpliwie Edek z «Tanga» Mrożka”. A cóż to za obyczaj wmawiania postaciom literackim cudzego dziecka w brzuch? O potomstwo Sajetana zadbał sam autor: w „Szewcach” pojawia się, na krótko co prawda, niejaki Józek Tempe. Jest jednym z „Dziarskich chłopców”; Witkacy szkicuje sytuację znaną z rozmaitych epok (ze współczesności też), kiedy latorośl w odruchu buntu przeciw rodzicowi wybiera biegunowo odmienny model życia. Syn starego socjalisty został faszystą. Czuje się jednak nieswojo wśród swoich zabijaków, podobnie jak tatuś czuje się nieswojo wyniesiony przez rewolucję do władzy. Po co stawiać tego wiecznego gadułę, co muchy nie skrzywdził, gada zaś dosadnie, ale smacznie i często trafia w sedno – w szeregu pazernych i chytrych ćwoków? I jeszcze dodawać mu potomka – młota, którego proces myślowy kończy się na mądrości „zależy jak leży”, zaś jedynym powodem do dumy jest mocny cios? Rozróżniajmy gatunki chamów. Co innego nam zostało?

Jacek Sieradzki

Polityka 47.2001 (2325) z dnia 24.11.2001; Kultura; s. 46
Reklama