Archiwum Polityki

Profesor

Od 30 lat nie było ważnego dla Polski politycznego zdarzenia, w którym Bronisław Geremek nie miałby istotnego udziału. I to po dobrej stronie.

W przedsierpniowej opozycji współtworzył Towarzystwo Kursów Naukowych. W Sierpniu 80 doradzał Lechowi Wałęsie i Międzyzakładowemu Komitetowi Strajkowemu. Za pierwszej Solidarności był jednym z jej głównych doradców. Gdy wyszedł z internowania, stał się twarzą i mózgiem podziemnego związku. Przy Okrągłym Stole to on wynegocjował z władzą kompromis polityczny, który umożliwił odsunięcie PZPR od władzy. Jako szef Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego (czyli solidarnościowej reprezentacji w Sejmie kontraktowym) przeprowadził poprawki konstytucyjne zmieniające ustrój polityczny Polski oraz plan Balcerowicza zmieniający ustrój gospodarczy. Jako minister spraw zagranicznych wprowadził Polskę do NATO. Jako wieloletni szef sejmowej komisji spraw zagranicznych konsekwentnie, mimo wielokrotnie zmieniających się rządów, ciągnął Polskę do Unii Europejskiej, aż wreszcie dopiął swego. Tym, co zrobił, przyczynił się w wielkim stopniu do wyprowadzenia nas z morza czerwonego.

W największym skrócie można pewnie powiedzieć, że patrząc na Geremka, nikt nie mógł mieć wątpliwości, iż Polska w naturalny sposób należy do Europy. Do wyrafinowanej kultury Zachodu, cywilizacji wspólnoty atlantyckiej, do tradycji helleńskiej, romańskiej, anglosaskiej. To, co z trudem dało się odnaleźć w historii politycznej i czego nijak nie dało się zauważyć w rocznikach statystycznych, każdy w okamgnieniu dostrzegał u Geremka.

Wielkość, która za granicą dawała Geremkowi szacunek i przyjaźń czołowych mężów stanu, w Polsce przyciągała niechęć i agresję. Za bardzo wystawał ponad polski kocioł. A w miarę jak polska polityka pogrążała się w populistycznej pianie, jego nieprzystawalność rosła. Miał wielu wyznawców – do których należę – ale więcej miał wrogów. Trudno go było pokonać na racje i argumenty, więc przez blisko 30 lat próbowano zniszczyć go insynuacjami, oszczerstwami, kalumniami, wszelkim możliwym błotem.

Polityka 29.2008 (2663) z dnia 19.07.2008; s. 6
Reklama