Archiwum Polityki

Pierwszy i ostatni

Współpracownicy go lubili, choć bywał przykry i potrafił się wściec. Kobiety go kochały. Przeciwnicy polityczni nienawidzili z całej duszy. Chociaż nie wszyscy i nie zawsze. Z przeciwnikami też potrafił się dogadywać. Umiał wymanewrować pryncypialnych towarzyszy, gdy próbowali zniszczyć jego samego i jego ukochane dziecko – „Politykę”. Zrobił wiele, by porozumieć się z Solidarnością, zarówno wtedy, gdy w styczniu 1981 r. pisał artykuł „Szanować partnera”, jak i wtedy, gdy między innymi jego determinacja doprowadziła do porozumień Okrągłego Stołu. Jako polityk, a w PRL doszedł na tej drodze do najwyższych stanowisk, premiera i szefa PZPR, pewnie już zawsze będzie kontrowersyjnie oceniany. My pamiętamy go po swojemu.

Pośród peerelowskich redaktorów naczelnych wyróżniał się nie tylko dziennikarskimi talentami, ale również wyglądem (znakomity profil, co widać na starych zdjęciach) i stylem bycia. Dbał nie tylko o modne fryzury (co dało asumpt Leopoldowi Tyrmandowi do złośliwego pamfletu), ale i formę fizyczną. Kiedy tylko pozwalał na to czas, codziennie bywał na basenie. Podobno marzeniem wielu snobów było znaleźć się o tej samej porannej porze na pływalni. „Pływałem wczoraj z Mietkiem” – mogli się potem pochwalić.

Polityka 46.2008 (2680) z dnia 15.11.2008; s. 8