Archiwum Polityki

Niezbyt różowo o zielonym

Co się dzieje z dolarem? W 2000 r. kosztował 4,70 zł. Ledwośmy się obejrzeli, a spadł poniżej 3 zł. Już latem tego roku zaniepokojeni polonusi pytali mnie, czy na gwiazdkę może się obsunąć do 2 zł?

W połowie września, jeszcze przed obniżką stóp w USA, notowania waluty amerykańskiej spadły do nowych, rekordowo niskich poziomów – 1,40 dol. za euro. W październiku 2000 r., kilkanaście miesięcy po debiucie euro, za jedno euro można było dostać tylko 83 centy. Od czasu tego dołka euro zyskało w stosunku do dolara 66 proc.

Waluta rządzi się takimi samymi prawami jak każdy inny towar – jej cena, czyli kurs, zależy od relacji popytu i podaży. Jeśli kurs dolara spada, to znaczy, że popyt na amerykańską walutę maleje w stosunku do jej podaży. A wynika to z relacji makroekonomicznych, jakie wykształciły się w ostatnich latach.

Nie od dziś Ameryka importuje wiecej, niż eksportuje, tyle że ostatnimi laty jej deficyt handlowy szybko rośnie. Kraj żyje ponad stan, zadłuża się wobec zagranicy. Rząd wydaje znacznie więcej, niż wynoszą jego przychody; podobnie zachowuje się przeciętny obywatel. Za drogą wojnę zwykle płaci się wyższymi podatkami albo radykalnymi cięciami innych wydatków. Prezydent George Bush postanowił w tym samym czasie obniżać podatki i prowadzić wojnę, co musiało doprowadzić do galopującego deficytu.

W konsekwencji Ameryka jest dziś bardziej niż kiedykolwiek w ostatnim półwieczu zależna od napływu kapitału z zagranicy – każdego dnia pożycza od reszty świata dwa miliardy dolarów. Najbogatsze państwo zaciąga długi w takich krajach jak Chiny i Indie, gdzie miliony ludzi żyją za mniej niż dwa dolary dziennie. Dziś zadłużenie netto Stanów Zjednoczonych wobec reszty świata przekracza 2 bln dol. Za życia jednego pokolenia USA z największego wierzyciela przekształciły się w największego na świecie dłużnika.

W podobnej sytuacji kurs innej waluty byłby znacznie niższy niż dolara. Zielony korzysta z taryfy ulgowej. Wspiera go fakt, że pozostaje wciąż walutą rezerwową – w niej w dużym, choć mniejszym niż kiedyś, stopniu trzymają swe rezerwy banki centralne wielu krajów, a także osoby prywatne.

Polityka 39.2007 (2622) z dnia 29.09.2007; Rynek; s. 42
Reklama