Archiwum Polityki

Pani Irena

Powołując się na Diderota, Erwin Axer przypomina: „dopiero w starości aktor staje się wielki. Dopiero gdy namiętności się wypalą, uczymy się rządzić nimi i gospodarować. Ze sług stajemy się panami. Cóż stąd, że stare drzewo się pochyli? Tylko ono daje cień...”. Wróciły do mnie te słowa po niedawnym święcie teatru – 95 rocznicy urodzin Ireny Kwiatkowskiej. W jej cieniu nie tylko przetrwał, lecz odnosił sukcesy kabaret i trudna sztuka estradowa. To pani Irenie zawdzięczamy postacie wdowy Eufemii z Teatrzyku Eterek, Rotmistrzowej ze Szpaka, Żony Wacia z Syreny, Zosi zbierającej grzybki i ułanów z pobojowisk w Kabarecie Starszych Panów, Kobiety Pracującej w „Czterdziestolatku”.

W teatrze się nie gra, w teatrze się żyje – mówi aktorskie porzekadło. Sekret gwiazdy, która nigdy nie miała w sobie nic z gwiazdorstwa: potrafiła tchnąć duszę w nie zawsze mistrzowskie teksty, ożywiała rekwizyty, zaklinała kurtynę tak, że szła w górę wiele razy podczas niemilknących oklasków, nigdy nie wierzyła, że widzowie nabiorą się na numery z cwaniacko przymrużonym oczkiem i bebechowatość gry tak gęstej, że – jak ironizował Aleksander Bardini (Sasza, kolega Ireny K. z PIST) – „nie wiadomo, co tam kryje się w środku, mięcho czy stary kalosz”.

Każdy, kto zetknął się z Ireną Kwiatkowską potwierdzi: to perfekcjonistka zawsze niezadowolona z rezultatu prób, ile by tych prób nie było, zawsze nastawiona na poprawki, ulepszenie, korekty. Gałczyńskiego przymusiła do dopisania zwrotek w „Sierotce”, Przyborze zadała rozbudowanie pieśni z Eterka, wstawionej do Kabaretu Starszych Panów – „Prysły zmysły”.

Polityka 39.2007 (2622) z dnia 29.09.2007; Groński; s. 117
Reklama