Archiwum Polityki

Nasze stadiony

Dziś, tak jak przed tygodniem, będzie o piłce nożnej! I co z tego, że to samo? Premier od dwóch lat codziennie w kółko to samo, a ja nie mogę przez dwa tygodnie? Zresztą, można mnie nie czytać. Albo można przeczytać i się ze mną nie zgodzić. Tak! Można! Ja nie jestem premierem.

Wszyscy w Polsce żyjemy ostatnio piłką nożną do tego stopnia, że nawet nie przypuszczamy, do jakiego. W wulgarnym skrócie (felieton nie ma miejsca na subtelności) jest tak: zasady piłki nożnej okazały się ważne i pouczające, więc nasz rząd postanowił te zasady wprowadzić w życie społeczne. Rząd przedtem sprawdził, czy warto to zrobić, ale zanim sprawdził, to już wiedział, że warto.

W piłce nożnej całość życia społeczno-politycznego skupia się jak w soczewce. Skupia się jak w soczewce – to okropny banał. Ale nasz rząd ten banał zbadał i ten banał wskazał rządowi kanał, którego rząd nie znał. Otóż – na przykład – piłkarskich sędziów można aresztować na pęczki. Na tuziny, na kopy pęczków! Sędzia G. z Płocka, sędzia P. z Kłodzka… Pięciu dziennie to minimum. Czy nie można by tak samo z sędziami w życiu publicznym? – zaczął zastanawiać się rząd. Okazało się, że nie można. Prezesów spółek można zmieniać dowolnie? Można! Można poprzednich wyrzucać na ulicę albo zamiast na ulicę to do aresztu? Można! Można na ich miejsce wstawiać nowych? Można wszystko bez żadnego problemu. Można tworzyć różne Biura Centralnego Ogrzewania i Antykorupcyjne Agencje Włamaniowe do Mieszkań Prywatnych i Magistratów. Można utrzymywać ABA (Ambasady Bez Ambasadorów) i zorganizować kanały Telewizji Publicznej TWiN (Tyle Wizji i Nic) i Radio Moher można, i co tylko się chce w zasadzie.

Polityka 39.2007 (2622) z dnia 29.09.2007; Tym; s. 119
Reklama