Archiwum Polityki

Agent od kuchni

Słyszymy, że resort spraw wewnętrznych i administracji porządkuje swoje przepisy, ale już dziś należałoby zapytać, czy porządkowanie to nie idzie aby za daleko. Dziennik donosi, że ma nawet dojść do tego, że funkcjonariusze BOR już niedługo przestaną pełnić funkcję kamerdynerów, ordynansów i pomocy domowej wobec polityków, których ochraniają, gdyż podobno ich to upokarza.

Rodzi się pytanie, czym w takim razie będą się teraz zajmować funkcjonariusze BOR, a także obawa, czy uprawianie polityki przez pozbawionych kamerdynerów i pomocy domowej polityków będzie w ogóle miało sens (a jeśli nawet tak, to co to będzie za polityka i jakie będą jej skutki?).

Od dawna wiadomo, że naszym politykom nic strasznego ze strony osób trzecich nie zagraża. Sytuacja wygląda tak, że to nasi politycy zazwyczaj napadają na siebie wzajemnie, sami są dla siebie największym zagrożeniem i nawet najlepsza ochrona BOR nie jest w stanie ochronić ich przed nimi samymi. Nic dziwnego, że w tej sytuacji cały wysiłek funkcjonariuszy BOR poszedł w kierunku ochrony polityków i ich rodzin przed trudami życia codziennego, które to trudy wciąż są dla nich bardzo poważnym zagrożeniem. Nie oszukujmy się, aby polityk mógł w miarę normalnie funkcjonować, ktoś musi wyprowadzać jego psa, odwozić dzieci do szkoły, czasem coś ugotować, przygotować drinka czy ponieść narty ze stoku do hotelu, które to narty dla polityka często stanowią ciężar ponad siły, zwłaszcza gdy polityk ten między jednym szusem a drugim odbył ważny biznes-lunch i naprawdę mocno się zmęczył.

Czy pochopne zlikwidowanie tej ochrony nie skomplikuje i tak niełatwej sytuacji, nie doprowadzi do radykalizacji nastrojów w środowisku polityków i ich rodzin i w efekcie nie wywoła masowych wystąpień z trybuny sejmowej?

Polityka 4.2008 (2638) z dnia 26.01.2008; Fusy plusy i minusy; s. 110
Reklama