Archiwum Polityki

Jaja po wiedeńsku

Jak wiadomo, angielski sędzia Webb okradł Polskę w 93 minucie meczu z Austrią, chociaż wartość skradzionych dóbr nie została na razie oszacowana. Policzono już za to finansowe straty po spotkaniu z Niemcami. Otóż z przytoczonych przez „Dziennik” obliczeń ekonomistów wynika, że nazajutrz po meczu Polacy byli tak sfrustrowani, że wyprodukowali o jedną piątą mniej niż zazwyczaj, co kosztowało gospodarkę 50 mln zł.

Jest jasne, że podobnie jak w Wiedniu, Polska została w Klagenfurcie okradziona i że sprawy tej nie można było tak zostawić. Dlatego trzeba pochwalić reakcję Mirosława Orzechowskiego, b. wiceministra edukacji z LPR, który wezwał pana prezydenta, by odebrał obywatelstwo piłkarzom Podolskiemu i Klose – głównym winowajcom utraty części majątku narodowego.

Oczywiście jeden Orzechowski pogrążonego w smutku kraju nie rozweseli, ale dobrze, że się stara. Jego reakcja to reakcja bardzo patriotyczna i bardzo polska – reakcja, której spodziewaliśmy się po Orzechowskim od dawna i którą po raz kolejny dał dowód, że nie wypadł małpie spod ogona. Jak sam przyznaje, mógł zareagować wcześniej, z tym że czara jego goryczy przelała się dopiero wówczas, gdy od telewizyjnych komentatorów usłyszał, że polscy piłkarze broniący niemieckich barw po meczu odmówili rozmowy po polsku. W wywiadzie dla „Dziennika” Orzechowski nie krył, że taka sytuacja jest dla niego „ze wszech miar upokarzająca i nie do zniesienia”. Nazywa ją wręcz naigrawaniem się z jego osoby i trudno mu się dziwić, bo przecież nie znając niepolskiego języka, w którym chcieli udzielać wywiadu Klose i Podolski, nic by z tego wywiadu nie zrozumiał. Umówmy się: Polak nawet jeśli jest Niemcem, musi do Polaka, który jest Polakiem, albo mówić po polsku, albo niech lepiej nic nie mówi.

Polityka 25.2008 (2659) z dnia 21.06.2008; s. 4
Reklama