Archiwum Polityki

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Głośny przed laty proces warszawskiego historyka sztuki Jacka Bochińskiego, oskarżonego o napad na handlarzy kożuchów, ma nieoczekiwaną puentę.

Elżbieta i Tadeusz K., którzy oskarżyli Bochińskiego o to, że 28 grudnia 2000 r. w przebraniu policjanta napadł ich z bronią w ręku i ukradł 95 tys. zł, sami zostali oskarżeni o składanie fałszywych zeznań. Wówczas jedynym dowodem w sprawie były zeznania małżonków K., którzy, jak się dziś okazuje, kłamali.

Trzy prokuratury oskarżyły ich o składanie fałszywych zeznań w śledztwie i przed sądem. W każdej ze spraw grozi im do 3 lat więzienia. Teraz to Jacek Bochiński, który bezpodstawnie oskarżony przez K. spędził w areszcie prawie rok, będzie oskarżycielem posiłkowym.

Prokuratura na warszawskiej Woli o składanie fałszywych zeznań oskarżyła również byłego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. To prawdopodobnie on nakłonił małżonków K., by poinformowali policję, że to Jacek Bochiński z Januszem Ś., policjantem z wydziału terroru kryminalnego, dokonali napadu. Rutkowski chciał się w ten sposób zemścić na pracownikach wydziału, którzy nie tylko odmawiali współpracy, ale też stanowili konkurencję w poszukiwaniu porwanych osób, co było wówczas głównym źródłem utrzymania detektywa.

Polityka 25.2008 (2659) z dnia 21.06.2008; Flesz. Ludzie i wydarzenia; s. 7
Reklama