Zdecydował się wreszcie zdjąć mundur, ale dopiero wtedy, gdy przyznał sobie jako prezydentowi wszystkie kompetencje głównodowodzącego. Jego garnitur jest więc równie zielony jak uniform.
Zdjęcia munduru żądał od niego prezydent Bush. Condoleezza Rice domagała się jak najszybszych wyborów. Opozycjonistka, była premier Benazir Bhutto zapowiedziała walkę o powrót do władzy. Sąd Najwyższy wyraził wątpliwość, czy generał może być prezydentem, jeśli jest dowódcą armii. (Ale potem Musharraf wymienił skład sądu i wątpliwości zniknęły). Islamiści pakistańscy najchętniej widzieliby go unicestwionego w zamachu. Afgańscy talibowie liczą na to, że odwróci się od USA oraz NATO i zacznie im sprzyjać. Ibn Laden żywi nadzieję, że Musharraf przestanie go ścigać. Inwestorzy zagraniczni mówią o potrzebie położenia kresu korupcji. Sąsiednie Indie chciałyby, żeby po 60 latach konfliktu zbrojnego rozstrzygnięto wreszcie problem Kaszmiru. A społeczność międzynarodowa domaga się skrupulatnej kontroli nad arsenałem atomowym, bo ojciec pakistańskiej bomby atomowej dr Khan sprzedał już trochę sekretów Korei Północnej, Iranowi i Libii.
Sam Pervez Musharraf narzucił sobie niezwykły reżim,
dba o sprawność fizyczną i intelektualną. Żyje w stanie ciągłej gotowości. Do pracy prezydenta jest przygotowany jako komandos. Najwyższy urząd zdobył w wyniku zamachu stanu. Nie sądził, że potem będzie tak trudno. Pakistańczycy są co prawda przyzwyczajeni do dyktatur wojskowych, ale rozbisurmanili się z powodu wyraźnego wzrostu poziomu życia, jaki nastąpił za jego prezydentury. Skoro rozwijają się związane z Pakistanem na dobre i złe dwie potęgi, Chiny i Indie, to i Pakistan musi iść do przodu.
Musharraf jest psychicznie twardy i wytrzymały.