Lew Trocki, ulubieniec mas, płomienny mówca i rzeczywisty przywódca bolszewików w październiku 1917 r., miał wszelkie szanse, aby stać się następcą Lenina. A jednak przegrał ze Stalinem. Zmuszony do emigracji, został zamordowany w Meksyku przez agentów NKWD. W środowisku bolszewików do końca uchodził za obcego.
Rzeczywiście nazywał się Lew Bronstein i był piątym dzieckiem w żydowskiej, chłopskiej rodzinie. Urodził się 7 listopada 1879 r. we wsi Janówka w guberni połtawskiej. Jak pisał w swoich pamiętnikach, przyszedł na świat w roku, który „był rokiem pierwszych dynamitowych ciosów w carat”. W tej części Ukrainy, wspominał po latach, było ok. 40 żydowskich kolonii rolniczych, liczących niewiele ponad 25 tys. mieszkańców. Żydzi rolnicy byli zrównani z chłopami nie tylko pod względem praw (od 1881 r.), ale i biedą. Jego ojca stać było jednak na kupno kawałka ziemi, a dwa razy tyle dodatkowo dzierżawił. Rodzice byli ateistami, a w domu nie używali jidysz, tylko mówili w języku będącym mieszaniną rosyjskiego i ukraińskiego.
Przełomowy był dla niego 1897 r., gdy po ukończeniu (z wyróżnieniem) szkoły realnej im. św. Pawła w Odessie razem z przyjaciółmi rozczytanymi w literaturze socjalistycznej założył tajny Południoworosyjski Związek Robotniczy. Napisał jego statut, utrzymany – jak sam wspominał – w duchu socjaldemokratycznym. Rok później organizacja została wykryta. W więzieniu Trocki zainteresował się wolnomularstwem. Dopiero później, co po latach przyznawał, wciągnęła go literatura marksowska. Po dwuletnim śledztwie i procesie zapadł wyrok: 4 lata zesłania do miejscowości Ust-Kut we Wschodniej Syberii.