Archiwum Polityki

Rubaszny Zulus: Jacob Zuma

Ma osiemnaścioro dzieci, cztery żony i pewność, że w tym roku zostanie prezydentem RPA.

Na placu przed sądem najwyższym w Johannesburgu faluje roztańczony tłum. Zebrani przyszli w koszulkach z wizerunkiem szeroko uśmiechniętego Murzyna o dobrotliwej twarzy – to Jacob Zuma, idol ulicy. Zuma właśnie odpiera zarzuty o gwałt, a kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów śpiewem skraca oczekiwanie na wyrok i zupełnie zagłusza grupkę obrończyń praw kobiet. Gdy sąd ogłasza, że daje wiarę argumentom obrony, tłum wpada w ekstazę. Triumfujący Zuma energicznie wspina się na podwyższenie i intonuje zuluską pieśń „Umshini Wam”. Przez lata zagrzewała do walki zbrojne skrzydło Afrykańskiego Kongresu Narodowego, ale teraz śpiewanie hymnu AKN, zaczynającego się od słów „podaj mi mój karabin maszynowy”, stało się żelaznym punktem każdego spotkania Zumy z sympatykami.

Ci stawiają się licznie na wiecach, bo widzą w Zumie zbawcę narodu. Wierzą, że upora się z klęskami, które spadły na RPA po demontażu apartheidu: szalejącą przestępczością, epidemią AIDS oraz wciąż poszerzającą się wyrwą między ubogimi i najbogatszymi. Przez dwie kadencje nie poradził sobie z tym prezydent Thabo Mbeki, towarzysz broni i polityczny spadkobierca Nelsona Mandeli. Mbeki pozował na wyniosłego męża stanu, za to 66-letni, tryskający optymizmem Zuma umie poklepać po ramieniu i sprawiać wrażenie, że rozumie problemy zwykłych ludzi.

Dzieciństwo spędził na wschodzie kraju w prowincji Natal, pasąc rodzinne stada bydła i owiec.

Wcześnie osierocony przez ojca, sierżanta policji, przeprowadził się na przedmieścia Durbanu. Naukę zakończył już na pierwszych klasach szkoły podstawowej – na więcej nie pozwoliła skromna pensja matki, z zawodu służącej. Rodzinne opowieści o zuluskim powstaniu przeciw Anglikom z początku wieku skłoniły młodego Jacoba do zainteresowania się polityką.

Polityka 1.2009 (2686) z dnia 03.01.2009; s. 65
Reklama