Archiwum Polityki

Palec w atramencie

Po dwóch latach wojny domowej Irakijczycy wybrali nowe rady prowincji. Tym razem w wyborach nikt nie zginął, ale nowa władza coraz bardziej przypomina tę z przeszłości.

Od tygodni bagdadzcy kierowcy autobusów musieli upominać pasażerów, by ci płacili za przejazd. Ludzie byli zbyt pochłonięci dyskusjami, a każda rozmowa schodziła na ten sam temat: kto i jak powinien rządzić krajem? O 440 miejsc w radach prowincji walczyło aż 14 431 kandydatów. Byli wśród nich lekarze, nauczyciele, biznesmeni i sklepikarze, o których nikt wcześniej nie słyszał i którzy z polityką niewiele mieli wspólnego. Po raz pierwszy też ludzie publicznie debatowali na kontrowersyjne tematy bez strachu przed muchabarat, czyli służbami bezpieczeństwa Saddama, czy bojówkami, które zawładnęły Irakiem po inwazji amerykańskiej.

Polityka 8.2009 (2693) z dnia 21.02.2009; Świat; s. 78