Archiwum Polityki

W zoo

Taka mnie nagle jakaś duma naszła, i to nie moja prywatna, ale społeczna. Siłę poczułem w tym wszystkim – w narodzie, w polityce nawet i w tych naszych sporach tak się wszystko zogniskowało dla mnie pozytywnie, że aż chcę o tym słówko napisać. Dziś nie ma to chyba dla nas znaczenia, że tę Polskę wywalczył nam ubek i agent, który trzymał długopis z Matką Boską, ale gdy się spowiadał u księdza (też zresztą, jak się okazało, ubeka), to równocześnie podpiłowywał mu konfesjonał. Wszystko to już nieważne, znaleźli się bowiem ludzie prawi i sprawiedliwi, o sumieniach czystych i te nasze pokręcone ścieżki prostują.

Dam kilka przykładów tych, którzy napawają nas dumą i radością. Na pierwszym miejscu współczesna Emilia Plater, czyli Nelly Rokita. Nie walczy pistoletem ani szablą i nie w głuchej puszczy przed chatą leśnika, ale w gwarnym Sejmie. Zauważyła, że „nasze problemy z jednej strony są poważne, ale z drugiej strony śmieszne” i przenikliwie je zdefiniowała w trzech krótkich stwierdzeniach, których Izaak Newton by się nie powstydził. Oto słowa posłanki: „Kocham Lecha Wałęsę, ale nie jest on świętą krową”, „Lech Kaczyński jest najlepszym prezydentem wolnej Polski” i „Tusk puszcza bąki, ale te bąki biorą na siebie inni”. Mądrze i ze smakiem powiedziane. Posłance wtóruje Ludwik Dorn z PiS. To znaczy Dorn jest z PiS wyrzucony przez admirała Kaczyńskiego za burtę, ale płynie tuż, tuż i tak mówi o sprawach najważniejszych dla Polski: Tusk jest mutantem Millera, a Palikot mutantem Urbana. To ważna analiza, a do tego nieprawdopodobne wyczucie, co jest dziś dla Polski najważniejsze. Dorn, choć za burtą, wciąż mówi, że PiS jest jego partią.

Polityka 16.2009 (2701) z dnia 18.04.2009; Tym; s. 101
Reklama