Archiwum Polityki

Rysowanie demokracji

Rozmowa z Ludwikiem Wincentym Gadomskim, malarzem, rysownikiem, plakacistą, ilustratorem tekstów literackich i prasowych, współtwórcą opozycyjnej prasy w Serbii

Jagienka Wilczak: – Wyjechał pan z Polski do Belgradu 50 lat temu jako czternastolatek. W Jugosławii żyło się lepiej niż w Polsce?

Ludwik Wincenty Gadomski: – Różnica była wtedy ogromna, Jugosławia już w latach 80. była w połowie drogi do Europy. Gdyby nie nastąpił rozpad, to – z niewielkimi korektami – mogłaby łatwo wejść do Wspólnoty. Teraz to inna bajka.

Ma pan swoje przemyślenia, dlaczego doszło do rozpadu?

Upraszczając, były dwie podstawowe przyczyny: pierwsza, wewnętrzna, to ustrój jednopartyjny, jaki wtedy obowiązywał. Ten system nie mógł być w pełni wolnorynkowy. A po drugie, w Jugosławii bardzo wcześnie zaczęły się wyzwalać odśrodkowe dążenia władz lokalnych, republikańskich. Słowenia dla siebie, Serbia, Chorwacja dla siebie. Te dwa zjawiska rozkładały kraj.

Myślę też, że gdy ostatnim jugosłowiańskim premierem był Ante Marković, w Europie i na świecie panowało niezrozumienie, co się dzieje w Jugosławii naprawdę. Gdyby Marković miał poparcie, zwłaszcza finansowe, może do rozpadu by nie doszło. Podkreślam: może. Jest wreszcie inna sprawa, tak ważna w dziejach, choć bardzo prosta: muszą być mądrzy ludzie, którzy widzą daleko i rozumieją globalnie interes kraju. U nas dominowało spojrzenie lokalne. Oprócz Słowenii wszyscy źle na tym wyszli.

Rozmawiamy w Warszawie, w Galerii Nieformalnej, gdzie wystawia pan swoje obrazy. Jest pan malarzem, ale ważne lata swego życia poświęcił pan na walkę z reżimem Miloszevicia, organizowanie demokratycznej prasy w Belgradzie.

Kiedy ukończyłem studia malarskie, żeby mieć stały zarobek, zacząłem pracę w drukarni, najpierw jako redaktor techniczny. Tam – od drukarzy, a nie od artystów – nauczyłem się zawodu.

Polityka 20.2009 (2705) z dnia 16.05.2009; Ludzie i obyczaje; s. 88
Reklama