Archiwum Polityki

A za nią tamburyna, sarabandy i słowiki...

To jej zawdzięczamy nowoczesne myślenie o muzyce dawnej. Tego lata mija 130 rocznica urodzin i pół wieku od śmierci Wandy Landowskiej, artystki bardziej znanej w świecie niż w Polsce.

Mamusia – tym czułym polskim słowem nazywali ją uczniowie, a wśród nich takie sławy jak Clifford Curzon, José Iturbi, Ralph Kirkpatrick, Alexis Weissenberg. Choć od 1936 r. nie odwiedziła nigdy kraju rodzinnego, wciąż włączała do repertuaru polską muzykę dawną: Jarzębskiego, Szarzyńskiego, tańce z tabulatur lutniowych.

W Lakeville w stanie Connecticut, w posiadłości Oak Knoll, gdzie artystka znalazła swój amerykański dom, w sierpniu odbędzie się koncert klawesynowy połączony z koktajlem, nawiązujący do popołudni muzycznych, które Landowska organizowała zarówno tu, jak przed wojną w podparyskim Saint-Leu-La-Foręt, a także do wieczorów wspomnień, które po jej śmierci w kolejne rocznice przez 45 lat organizowała tu jej wierna uczennica i towarzyszka życia Denise Restout, dobrowolna kustoszka prywatnego muzeum artystki.

Polityka 31.2009 (2716) z dnia 01.08.2009; Kultura; s. 48