Archiwum Polityki

60

I oto stuka sześćdziesiątka. Niby już dziesięć lat temu było z górki, tyle że górka coraz stromsza, a im stromiej, tym szybciej. Niebawem już trasę zjazdu narciarskiego będzie można wyporządzić. Krzysztof Teodor Toeplitz (oby żył wiecznie!) po tym poznaje mijanie czasu, że – jak zdał sobie sprawę – kiedyś olimpiady (letnie) były co cztery lata, a teraz co rok, a może nawet co parę miesięcy. Ma niestety rację. Pozostańmy jednak przy złudzeniu, że czas jest linearny, ciągły i jednostajny.

Polityka 11.2010 (2747) z dnia 13.03.2010; Stomma; s. 105