Archiwum Polityki

Modna zgoda

Trzeba ostatecznie zakończyć wojnę polsko-polską, która okazała się tak destrukcyjna – wzywa Jarosław Kaczyński. Zgoda buduje – pisze na swoich plakatach Bronisław Komorowski. Najwyraźniej sztaby obu kandydatów przeprowadziły badania fokusowe, z których wynika to samo: Polacy w większości mają dość polityki konfliktu, nerwowej atmosfery i oczekują kompromisu, spokoju. Dlatego też Kaczyński chce przekonać część centrowych wyborców, że konflikt już nie jest jego żywiołem, że może współpracować nawet z Tuskiem.

Podczas wiecu w Zakopanem Kaczyński miał wygłosić pierwsze przemówienie programowe. Tymczasem powtórzył to samo, co dwa dni wcześniej powiedział w wywiadach: o zakończeniu wewnętrznej wojny, oparciu polityki na prawdzie, czyli wyjaśnieniu przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem, o potrzebie solidarności, zwłaszcza z powodzianami. Nie był to polityczny manifest, nie było w tym wizji prezydentury. Była to kolejna próba utrwalenia nowego wizerunku prezesa PiS, odmienionego dramatem rodzinnym. Ci, którzy przychodzą na wiece, oczekują innego Kaczyńskiego, oczekują prezesa-wojownika, prezydenta-katolika, który liberałów i innych wrogów pogoni. Prezes zaś wiedząc, że ich i tak ma po swojej stronie, mówi do tych, co przed telewizorem, a nie na wiecu. Kampania, jak była jałowa, tak jest. Tak jakby arsenał bojowy został już w gruncie rzeczy wyczerpany – Smoleńsk, powódź, tragedia, przemiana, zapomnijmy o IV RP, zacznijmy właściwie od początku.

Są, oczywiście, wojny sztabowe, jest próba dyskredytowania Komorowskiego jako niesamodzielnego (Paweł Poncyljusz sięga nawet po słownictwo Giertycha, by marszałka scharakteryzować jako „ciamciaramcię”). Bo przecież w Polsce jest dwóch liderów z prawdziwego zdarzenia – Jarosław Kaczyński i Donald Tusk i ich pojedynek byłby prawdziwy, a tak mamy lidera i zastępcę lidera, a więc w gruncie rzeczy nie ma się z kim potykać.

Polityka 23.2010 (2759) z dnia 05.06.2010; Flesz. Ludzie i wydarzenia; s. 8
Reklama