Archiwum Polityki

Najgorsze jest czekanie

Gdyby Elżbieta Putrowa miała tylko jedno dziecko, byłoby strasznie. Strata podzielona na dwie osoby – jak to wytrzymać? Ale ma ośmioro. Usłyszała w telewizji komunikat o katastrofie i zaczęła się dusić.
Gdy prawie umierał wiele lat temu syn, mały Krzyś, ani na moment nie dopuściła myśli, że może go stracić. Teraz też nie. Krzysztof, mąż, zostawił przecież w Warszawie w służbowym samochodzie komputer i różne rzeczy, poleciał właściwie jak stał, żeby od razu po powrocie ze Smoleńska wracać do nich, do Białegostoku.

Ktoś, kto zostawia wszystko w samochodzie, nie może przecież ot tak nagle umrzeć. Dotąd spokojnie cieszyli się życiem. Niemożliwe, żeby było inaczej.

Zatelefonowała do Karola, który spał w pokoju na górze.

Polityka 24.2010 (2760) z dnia 12.06.2010; Ludzie i obyczaje; s. 99