Porady ekspertów na trudny rok 2012. Zdrowy rozsądek
Ryszard Trepczyński
Leszek Zych/Polityka

Ryszard Trepczyński

No to kiedy wreszcie oddasz mi pieniądze, które pan ode mnie pożyczyłeś parę lat temu?” – pytał obywatel obywatela w starym, jeszcze przedwojennym dowcipie. „A skąd niby ja to mam wiedzieć? Prorok jakiś jestem, czy co?” obruszał się dłużnik. Można zażartować, że ostatnie lata i kwartały dopisały ciąg dalszy do owego dowcipu – bo w przypadku niektórych emitentów obligacji rządowych nikt rozsądny nie liczy już na spłatę całości zadłużenia.

„Bezpieczne” obligacje rządowe w 2011 r. pokazały swoje prawdziwe oblicze: dług Grecji, Irlandii, Portugalii, Włoch, Hiszpanii czy Belgii był wyprzedawany momentami wręcz panicznie. Jednocześnie powszechną praktyką stał się dodruk pieniądza, co w dłuższym terminie podważa jego stabilność. Historia gospodarcza świata pokazała już wielokrotnie, że dodrukowywany (w rozmaity sposób) papierowy pieniądz prędzej czy później parzy dłonie naiwnych posiadaczy. Bo coś, co można mnożyć łatwo i szybko, to nic innego jak iluzja. Bardzo kosztowna dla jej amatorów.

Warto zwrócić uwagę, że zdecydowana większość inwestycji na rynku kapitałowym ma charakter indeksowy. Mamy do czynienia z czymś, co ja nazywam kryzysem wartości. Kupowanie indeksu, a tym w gruncie rzeczy są inwestycje w rozmaite fundusze akcji, obligacji i środków pieniężnych, można porównać do wsiadania do łódki bez silnika i wioseł. Nasza stopa zwrotu zależy od rynku. Rynku tworzonego przez setki tysięcy osób, które w sposób stadny reagują na doniesienia czołówek gazet, serwisów ekonomicznych czy raportów agencji ratingowych. Nie ma to nic wspólnego z realną wartością. Generalizując, możemy przyjąć założenie, że jest wręcz odwrotnie. Bardzo długi, wieloletni proceder życia ponad stan za pożyczane pieniądze był możliwy tylko dlatego, że legitymizowały go decyzje polityczne. Długi rosły, a obsługa odsetek była możliwa wyłącznie ze względu na niskie stopy procentowe. Gdy się pojawiły problemy, to uruchomiono prasy drukarskie. Niestety, rachunek trzeba będzie kiedyś zapłacić, a tym rachunkiem będzie wzrost cen. Co z tego, że np. emitent obligacji zwróci nam jej nominał, jeżeli jego realna wartość nawet powiększona o odsetki będzie niższa niż w chwili dokonywania inwestycji? Ale nie popadajmy w depresję. Kryzys działa stymulująco i wymusza określone działania, np. nowe, tańsze i efektywniejsze technologie. Świetnym przykładem była stopniowa poprawa efektywności silników samochodowych w latach 70., gdy rosnące ceny ropy zwyczajnie zmusiły do innowacyjności w tej dziedzinie. W ostatnich latach obserwowaliśmy eksplozję nowych rozwiązań i odkryć w elektronice użytkowej, informatyce, fizyce czy medycynie. Każda z takich innowacji to szansa na kolejne zastosowania i niekiedy na zupełnie nowe rodzaje biznesu. A tym samym – i kolejne okazje inwestycyjne.

Rozwiązaniem jest też inwestowanie w coś, co odzwierciedla wartość w sposób fizyczny, namacalny, coś, co się da zobaczyć, dotknąć, powąchać. To mogą być nieruchomości, surowce, akcje wybranych spółek. Moja firma inwestuje w nieruchomości przez PZU Asset Management. Kupujemy biurowce, magazyny czy centra handlowe, które następnie wynajmujemy czerpiąc z tego dochody. Częstą praktyką są transakcje, w których swoje sklepy czy magazyny sprzedaje sieć handlowa, a następnie wynajmuje je od nas. Oni mają pieniądze na rozwój, my długoterminowego partnera. Poważnie myślimy o inwestycjach w np. produkty rolne. Można to robić bezpośrednio, można kupować akcje firm, które działają na tym rynku. Bardzo ciekawym segmentem inwestycyjnym jest zdrowie. Rośnie długość życia, przybywa ludzi starszych, wzrasta nasza świadomość. Ludzie chcą i będą dbali o zdrowie swoje i swoich bliskich. Na pewno warto już dzisiaj budować sobie pozycję w tym sektorze. Podaję te przykłady, żeby zwrócić uwagę, że nie trzeba ograniczać się do standardowych klas aktywów, zwłaszcza w kryzysie.

Nie oznacza to, że obligacje w ogóle nie powinny znajdować się w naszych portfelach, ale tutaj też trzeba dokonać analizy. Np. ja wolę polskie obligacje skarbowe od niemieckich czy amerykańskich. Po pierwsze, mają wyższy kupon, czyli zarobek gwarantowany przez emitenta, po drugie, drukowanych dolarów i euro przybywa w dużo szybszym tempie niż złotówek, a skoro pustego pieniądza jest więcej, to ostatecznie będzie miał mniejszą wartość. Co z tego, że agencje ratingowe uważają inaczej? Włochy do 14 stycznia 2012 r. miały wyższy rating niż Polska, poziom ratingu Hiszpanii jest nadal wyższy, a oba kraje niedługo mogą znaleźć się w podobnej sytuacji jak bankrutująca Grecja. Przy okazji warto przyjrzeć się papierom korporacyjnym. Dobre, generujące zyski przedsiębiorstwa płacą dużo wyższe odsetki niż rządy. Środki pożyczane przez firmy są inwestowane w rozwój, rządy pożyczają na bieżącą działalność. Przedsiębiorstwa rokrocznie pokazują zyski, a powtarzające się od lat deficyty budżetowe to nic innego jak strata. Regulatorzy rynku twierdzą co innego. Proszę w takim razie wytłumaczyć to bankom, które ze względu na odpowiednie „standardy bezpieczeństwa” zapychały swoje portfele obligacjami krajów z południa Europy.

W inwestowaniu pieniędzy potrzebny jest zdrowy rozsądek i ani hossa, ani kryzys nie powinny tego zmieniać.

Ryszard Trepczyński (ur. 1972 r.),  członek zarządu w Grupie PZU nadzorujący pion inwestycji. Absolwent Wydziału Zarządzania i Marketingu SGH. W latach 1994–96 pracował jako makler w Centrum Operacji Kapitałowych Banku Handlowego w Warszawie. Do 2002 r. – w Biurze Inwestycji Finansowych PZU Życie. Dziewięć lat poprzedzających powrót do PZU spędził w Pioneer Pekao Investment Management, z czego ostatnie dwa jako wiceprezes zarządu odpowiedzialny za inwestycje.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną