Książka Marcina Kołodziejczyka "B.Opowieści z planety prowincja"
Niepokojące, przenikliwe, zawsze autentyczne obrazki z polskiej prowincji.
Polityka

 

Lokalne piękności lansujące się w Warszawie; wiejski Wajdelota uznawany przez miejscowych za uzdrowiciela; chłopcy rzucający się pod niemieckie samochody, aby wyłudzić odszkodowanie; pracownicy fabryk snujący opowieści o swym pustym życiu na trasie Warszawa-małe miasteczko.

Z pozoru niewiele znaczące opowieści o codziennym życiu przeciętnych mieszkańców małych miasteczek i wsi - Polski B. W rzeczywistości książka Kołodziejczyka to atlas ludzkich emocji.

Umiejętnie podsycając naszą ciekawość, Kołodziejczyk opowiada zaskakujące anegdoty, kapitalnie portretując Polaków w ich codziennym otoczeniu. Zabiera nas na wieś, do miasteczek
i do osiedli popegeerowskich, w których podjeżdżający pod blok zagraniczny samochód staje się sensacją. Uświadamia nam też, że „planeta prowincja” to stan ducha, niezmienny też choćby
w opanowanym przez „naszych” Londynie…

Czy to literatura piękna, czy literatura faktu? – spytają zapewne czytelnicy. Jedno i drugie, i to wielki walor tego zbioru niby reportaży, umiejscowionych w konkretnym czasie i miejscach, opowiadających o konkretnych ludziach z nazwiskami, choćby i zmienionymi, a z drugiej strony świetnych literacko opowiadań. Kołodziejczyk jest bowiem zarówno doskonałym „podsłuchiwaczem” – każdy z jego bohaterów mówi swoim, charakterystycznym językiem – jak i mistrzem rozmaitych form. Znajdziemy tu m.in. relację z sali sądowej, nieprzewidywalną opowieść prowadzoną od końca, monolog, rozmowę w pociągu…

„Opowieści z planety prowincja” to klasa sama w sobie, z tej samej artystycznej planety,
co twórczość filmowa Wojciecha Smarzowskiego. Przerażają, śmieszą, wzruszają i brawurowo przedstawiają galerię zwykłych-niezwykłych postaci, dowodów, że – jak tłumaczy jedna z nich - bywają dynamiki życiowe nie do uwierzenia.

 

Książka ta zaświadcza, że świat aż tak bardzo się nie zmienia. Mały realizm w XXI wieku trzyma się tak świetnie jak w XX. Marcin Kołodziejczyk jest nie tylko dziennikarzem. Dziennikarz najczęściej zna z góry wszystkie odpowiedzi, reporter czeka, żeby je usłyszeć. Podoba mi się to, jak Kołodziejczyk pyta o Polskę.

Mariusz Szczygieł

Z planety prowincja trudno uciec. Z Małkini, Szmulek czy miasteczka Z. jedyna droga ucieczki prowadzi czasem na tory kolejowe. Obraz polskiej prowincji jest tu bardzo prawdziwy, chociaż to nie są klasyczne reportaże, raczej opowiadania oparte na faktach. Czytamy o utraconych szansach i o tych, którzy nigdy szans nie mieli. Te portrety są przejmujące i świetne napisane. Tak, że czytelnik zupełnie nie chce uciekać z tej planety.

Justyna Sobolewska

Ksiażka ukaże się 13 lutego, nakładem wydawnictwa WIELKA LITERA.

O AUTORZE

Marcin Kołodziejczyk 

Od 18. roku życia pracuje jako reporter i dziennikarz. Za swoje teksty otrzymał m.in. nagrodę Melchiora, wyróżnienie Pióro Nadziei Amnesty International, a także pierwszą nagrodę polskiej edycji konkursu „Za różnorodnością, przeciw dyskryminacji”. Był siedmiokrotnie nominowany do nagrody Grand Press w kategorii reportaż i publicystyka. Jest także dokumentalistą – zdobył Discovery Encouragement Award i dwukrotnie nagrodę festiwalu Planete Doc Review w kategorii prozy dokumentalnej. Od 2000 roku jest związany z tygodnikiem „Polityka”.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj