"GREEN BOOK” - obsypana nagrodami historia nieprawdopodobnej przyjaźni - w kinach od 8 lutego!
Mahershala Ali jako wybitny muzyk i Viggo Mortensen w roli jego włosko-amerykańskiego szofera. Pełna humoru i wzruszeń historia nieprawdopodobnej przyjaźni, wielki zwycięzca Złotych Globów i zdobywca 5 nominacji do Oscara.
Od 8 lutego w kinach.
M2 Films/materiały prasowe

Od 8 lutego w kinach.

Viggo Mortensen jako szofer Tony i Mahershala Ali jako ekstrawagancki muzyk Don Shirley
M2 Films/materiały prasowe

Viggo Mortensen jako szofer Tony i Mahershala Ali jako ekstrawagancki muzyk Don Shirley

Tony, drobny cwaniaczek z Bronxu, z nadzieją na zgarnięcie konkretnej sumki, zatrudnia się jako szofer wybitnego, ekstrawaganckiego muzyka Dona Shirleya. Razem wyruszają w wielotygodniowe tournée na południe Stanów Zjednoczonych. Z pozoru różni ich wszystko: od majątku i wykształcenia, przez sposób bycia, po ulubione jedzenie i rozrywki. Z czasem jednak będą mieli okazję przekonać się, że tak naprawdę więcej ich łączy, niż dzieli. Ich wspólna, pełna przygód podróż stanie się początkiem nieprawdopodobnej przyjaźni.

Zapraszamy do obejrzenia zwiastuna.

„Green Book” to ciepła, pełna wzruszeń komedia: ma w sobie lekkość i humor, który cementuje charaktery postaci. To oryginalny duet: wyrafinowany, elegancki artysta i szorstki facet, który potrafi przyłożyć. „Umieszczenie takich dwóch bohaterów w jednym samochodzie i ich wspólna podróż to ryzykowny zabieg” – zdradza reżyser Peter Farrelly. „Ich rozmowy wyglądały czasem dziwnie. Tony nie zawsze wiedział i rozumiał, o czym mówi Don. I na odwrót. Obaj są swoimi przeciwieństwami, ale właśnie z tego niedopasowania bierze się sytuacyjny humor”.

„Don nie ma nic wspólnego z Afroamerykanami, jakich Tony poznał, dorastając w Nowym Jorku” – mówi Viggo Mortensen. „W ogóle nigdy nie poznał nikogo takiego, jak on. Początkowo Tony’emu wydaje się, że ma do czynienia z odpychającym snobem. Tony nie jest ani tak wyedukowany, ani tak błyskotliwy jak Don, ale ma instynkt, uliczny spryt, i wyczucie ludzi. Don uważa Tony’ego za kogoś pożytecznego, bo jest dobrym ochroniarzem, ale czasami wydaje mu się nieznośny ze swoimi manierami. Tony’emu nie zamykają się usta w czasie całej podróży, jest gadatliwy, nieustannie pali, ciągle coś je, zadaje zbyt dużo osobistych pytań. Tymczasem Don przyzwyczajony był do tej pory do kierowców bardzo dyskretnych, małomównych, grzecznych i nie odzywających się, kiedy nie są o to proszeni”.

Ta relacja z pełnej niechęci zaczyna jednak ewoluować w stronę głębszego wzajemnego poznawania się. Podczas kolejnych sprzeczek i dyskusji obaj mężczyźni otwierają się przed sobą. Spędzają ze sobą w podróży coraz więcej czasu i zdani są coraz bardziej na siebie.

„W filmach drogi mamy więcej możliwości przeniknąć w głąb charakterów postaci, niż w innych warunkach” – mówi Viggo Mortensen. „Podczas podróży zawsze zdarzają się ciekawe sytuacje. Więcej dowiadujemy się o naszych towarzyszach, ale i o sobie samych. Naszą przestrzenią jest Cadillac Coupe de Ville z 1962 roku, którym podróżujemy na południe Stanów i jesteśmy na siebie skazani, tym bardziej, że jestem nie tylko kierowcą Dona, ale także jego ochroniarzem. To moja praca – być z nim cały czas. Chociaż film porusza wątki licznych przeszkód – rasizmu, homofobii, nietolerancji – z jakimi muszą mierzyć się obaj bohaterowie w czasie swojej podróży, to dla mnie o wiele bardziej ciekawe były te przeszkody, jakie i Don i Tony muszą przezwyciężyć, by zbliżyć się do siebie jako ludzie. I jak każdy z nich doświadcza drugiego”. Mahershala Ali uważa, że wymuszona przestrzenią samochodu i długą podróżą bliskość w końcu zasypała przepaść między dwoma tak odmiennymi światami i zrodziła wspaniałą przyjaźń.

HISTORIA, KTÓRA WYDARZYŁA SIĘ NAPRAWDĘ

Nick Vallelonga, najstarszy syn Tony’ego „Lip’a” Vallelongi, dorastał słuchając opowieści o podróży swojego ojca z Donem Shirley. „To jest historia, towarzyszyła mi praktycznie przez całe życie, odkąd byłem dzieckiem”, mówi Vallelonga; dziś aktor, scenarzysta, producent i reżyser. Vallelonga już w wieku 12 lat wiedział, że zwiąże się z przemysłem filmowym, po tym jak on, jego brat Frank i jego ojciec Tony zagrali w „Ojcu chrzestnym”.

Tony Vallelonga, dorastał w nowojorskiej dzielnicy Bronx i otrzymał tam pracę w klubie nocnym „Copacabana”, gdzie był zatrudniony przez 12 lat. Był bramkarzem: witał zwykłych nowojorczyków, ale i gwiazdy, a wśród nich Franka Sinatrę, Tonny’ego Bennetta, Bobby’ego Darina. Chociaż Tony zakończył swoją edukację w siódmej klasie, to był wygadany i charyzmatyczny. Zyskał reputację i przydomek „Lip” (Wara), ponieważ był zdolny przekonać każdego do wszystkiego.

„Kiedy dorosłem, zdecydowałem, że zostanę reżyserem i będę opowiadał różne historie. Ta, którą poznałem dzięki ojcu, stała się jedną z tych, które musiałem zrealizować” – zapewnia Vallelonga. „To była część historii mojej rodziny, ale wiedziałem, że może też zainteresować innych. To opowieść o dwóch bardzo różnych ludziach, którzy się spotykają, poznają, razem podróżują i zmieniają wzajemnie pod wpływem tej znajomości. To historia, która podnosi na duchu szczególnie dziś, w pełnych podziałów i nietolerancji czasach, w których żyjemy”.

Podróż z Donem Shirleyem w 1962 roku po raz pierwszy otworzyła Tony’emu oczy na sytuację Afroamerykanów na południu Stanów; na upokorzenia, jakich doznają i rasistowskie prawo uprzywilejowanych białych. Prawa Jima Crowa, przyjęte jeszcze po wojnie secesyjnej, które pogłębiały segregację rasową na południu Stanów, określały miejsca, w których czarni mieszkańcy mogli jeść, spać, siadać, robić zakupy, a nawet spacerować. W niektórych miastach Afroamerykanom nie wolno było przebywać poza domem po zmroku. Groziło za to aresztowanie.

„To, czego doświadczył mój ojciec, podróżując z Shirleyem, zmieniło jego postrzeganie rzeczywistości, ponieważ nigdy wcześniej nie spotkał się z rasizmem w takiej postaci” – twierdzi Vallelonga. „To samo można zresztą powiedzieć o Shirleyu”.

Rzeczywiście, Shirley wiódł dość osobnicze życie, inne, niż większość Afroamerykanów w tym czasie. Studiował muzykę za granicą i w USA, a do tej pory koncertował na północy kraju. Kiedy Tony go poznał, Don mieszkał w luksusowym apartamencie w budynku Carnegie Hall; otaczał się eleganckimi, egzotycznymi przedmiotami. Znał kilka języków obcych i gustownie się ubierał.

Vallelonga wiedział, że pewnego dnia nakręci film o swoim ojcu i o tym rozdziale jego życia i dlatego nagrał wiele godzin materiału, w którym prawdziwy Tony opowiada swoją historię. Zdążył przed jego śmiercią w 2013 roku. Vallelondze udało się także zarejestrować wypowiedzi autentycznego Shirleya, którego poznał jako 5-letni chłopiec.

W 2013 roku, po ponad 50 latach przyjaźni, Tony Vallelonga i Don Shirley zmarli niemal w tym samym czasie. Tony odszedł 4 stycznia 2013 roku w wieku 82 lat, a Don 6 kwietnia 2013 roku w wieku 86 lat. Po okresie żałoby Nick Vallelonga powrócił do pomysłu na film i rozpoczął przygotowania. Dla Nicka „Green Book” to rodzaj metaforycznego testamentu ojca dla syna. Jednak nie tylko to. Nickowi zależało również, by ten film stał się hołdem dla wielkiego muzycznego talentu Shirleya: pianisty wirtuoza, kompozytora, muzyka, o którym legendarny Igor Strawiński powiedział, że osiągnął boskie wyżyny kunsztu i jest geniusz

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj