„Przyjezdnemu niełatwo znaleźć w pięciotysięcznym Lesku niedawno tu otwarty sklepik z artykułami erotycznymi. Chyba że akurat od kościoła ku hotelowi, gdzie jest, zmierza kolejna procesja z kościelnymi chorągwiami i pieśniami na ustach. Pielgrzymi zatrzymają się wtedy tuż przed sklepem, zapalą znicze i odprawią modły błagalne w intencji likwidacji sklepiku. (...)
Na samym początku zaprotestował ksiądz z Leska, Henryk Nawrocki. Jeszcze zanim interes zaczął się kręcić, wystosował »do Pana Latosia i Spółki Przedsiębiorstwa Turystyczno-Handlowego w Lesku« pismo w związku z planowanym otwarciem sklepu z materiałami porno: »(...) Działalność Waszego sklepu w Lesku będzie miała w oczach tutejszego społeczeństwa znamiona przestępstwa, prostytucji i bezprawia. Wszyscy właściciele sklepu, dostawcy towaru porno i sprzedający stają się z chwilą otwarcia sklepu publicznymi grzesznikami i jako tacy nie mogą przystępować do spowiedzi i komunii świętej. Panowie, jesteście odpowiedzialni za grzechy cudze, a więc młodzieży Was otaczającej w internatach, która przez Wasze dostarczone materiały porno będzie upadała w grzechy zmysłowe lub gwałty dokonywane na dziewczętach. Staniecie się w ten sposób gorszycielami publicznymi, którzy niszczą rozmyślnie tkankę moralną naszego rozbitego społeczeństwa«. (...)
Naprzeciw głównego wejścia do hotelu stoi sześciometrowy drewniany krzyż. Posadowiono go podczas trzeciej procesji pokutno-błagalnej. Jako przestrogę i napomnienie.
– Te pielgrzymki i ten krzyż to była właśnie znakomita reklama dla sklepu. Teraz nawet z dalekich stron przyjeżdżają tu obcy, zaglądają do środka. Reklamy sklepu nie umieszczaliśmy, jakoś nie wypada przy tym krzyżu.
Henryk Latoś, dyrektor hotelu, spotkał się z księdzem proboszczem w sex-shopie na herbatce. Ksiądz Nawrocki proponował mu wówczas 50 milionów za odkupienie wszystkich towarów. – Nawet zastanawialiśmy się wtedy nad ofertą. Ale potem proboszcz zszedł do 2 milionów.
Interes kręci się nie tyle dlatego, że z obcych stron zjeżdżają tu ludzie, zwabieni niecodzienną formą reklamy, co z tej przyczyny, iż oferuje towar głównie obcokrajowcom. Hotel niemal stale zapełniony jest gośćmi z ZSRR. Przyjeżdżają i opróżniają sklepik z towaru. (...) W dniach, kiedy w Lesku nie gości radziecka wycieczka, sklepik świeci pustkami. Miejscowi zdążyli już nasycić swą ciekawość, młodzież nie ma tu wstępu. Spora wywieszka zawiadamia, że »wstęp od lat 18«.
– Młodzież nie ma tu czego szukać. Ceny nie na ich kieszeń. (...)
Ponieważ trzy procesje pod sklep, palenie zniczy ustawionych w kształt krzyża i posadowienie krzyża nie pomogły – ksiądz Nawrocki ogłosił głodówkę. Mieli ją rozpocząć z grupą kilku parafian. (…) W ostatniej chwili udało się proboszcza odwieść od tego radykalnego kroku. Grupa radnych zobowiązała się doprowadzić negocjacje w sprawie zmiany lokalizacji bądź nawet likwidacji sklepu do szczęśliwego końca. Ks. Nawrocki głodówkę zawiesił i zarządził jedynie pogotowie głodówkowe. (...)
Proboszcz Nawrocki nie był w swojej walce osamotniony. (...) Diecezjalny duszpasterz rodzin z Rzeszowa, ks. dr Jan Kloc, próbował jeszcze ratować sytuację, apelując: (...) „Czyni Pan wielkie zło, a więc popełnia grzech ciężki (...). Tłumaczenie się, że to się musi robić, bo to Pana praca, jest tego samego rodzaju co hitlerowskich czy stalinowskich oprawców. (...) Uznano ich za zbrodniarzy i stracono”. (...)
Na razie nie ma w Lesku prostytucji, nie ma zbiorowych ani indywidualnych gwałtów, nie dostrzeżono też zapowiadanych rozruchów publicznych, liczba grzeszników, jak na pięciotysięczne miasteczko, nadal jest ustabilizowana”.