Przejdź do treści
Reklama
Reklama
O Polityce

Zdarzyło się. Zaglądamy do archiwum „Polityki”

„Polityka”, numer 16. z 2006 r. „Polityka”, numer 16. z 2006 r. Polityka
20 lat temu, a konkretnie w numerze 16. z 2006 r., Martyna Bunda w okładkowym raporcie „Matka, żona i kucharka” przyglądała się sytuacji kobiet, które nie pracują – a w zasadzie pracują niemal całą dobę, opiekując się dziećmi, mężem, rodziną. Dziś, zgodnie z instagramową modą, nazwalibyśmy je tradwife.

„Gdy poseł Prawa i Sprawiedliwości Tadeusz Cymański publicznie zaapelował o uznanie wartości domowej pracy kobiet, wydawało się, że prawica i feministki przemówiły wreszcie jednym głosem. Ale to złudzenie. Poseł zaraz dodał, że wychowanie pięciorga dzieci w domu to piekło, trzeba więc przywrócić szacunek matkom Polkom, by wbrew modnemu wzorcowi bizneswoman chciały jeszcze te dzieci w domu wychowywać. Tymczasem środowiska kobiece od lat walczą, by zajęcia przy garach i przy zlewie traktować jednak jak pracę.

(…)

Polska w statystykach jest druga w Europie. Tylko Irlandek (65 proc.) pozostaje w domach więcej niż Polek (55 proc.). Za to o 10–15 proc. przewyższamy w statystykach tak tradycyjne społeczeństwa jak Grecja, Włochy czy Hiszpania. (…) Od kilkunastu lat sukcesywnie przybywa kobiet domowych. Lecz nie przekłada się to na dzietność. Nie przekłada się zresztą w żadnym kraju. U nas kobiety coraz mniej chętnie podejmują decyzję o posiadaniu dziecka. Jak wynika z badań prof. Stanisławy Golinowskiej, obecnie młode Polki zdecydowanie bardziej opierają się prokreacyjnym planom niż młodzi mężczyźni.

(…)

Z badań Anny Titkow, Danuty DuchKrzystoszek i Bogusławy Budrowskiej wynika, że poszczególne typy prac domowych (sprzątanie, prasowanie, zmywanie, pranie) wykonują w 77–92 proc. przypadków kobiety. Mężczyźni najlepsze wyniki uzyskują w trzepaniu dywanów i wynoszeniu śmieci (35–55 proc.). Nie ma wielkich różnic między obciążeniem kobiet, które mają dzieci, i tych, które ich nie mają. Oraz między tymi kobietami, które pozostały w domach, traktując dom jak pracę zawodową, i tymi, które dodatkowo pracują na etacie. Poziom frustracji tych pań musi być bardzo duży. Tylko 4 proc. Polaków bardziej poważa panią domu niż kobietę pracującą poza nim. Prawie połowa uważa, że życiowa rola pani domu nie ma żadnego prestiżu. Jest jeszcze gorzej, gdy o to samo zapytać tylko kobiety.

(…)

Magdalena Środa w poprzedniej kadencji Sejmu przy okazji ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn próbowała namówić posłów, żeby połowa składki na ZUS automatycznie była przekazywana na konto niepracującego współmałżonka. Po to, by kobieta pracująca w domu miała prawo do połowy mężowskiej emerytury. Posłowie z LPR, Samoobrony, nawet PO ją wyśmiali, a PiS w ogóle nie chciało rozmawiać na ten temat.

Za kadencji poprzednich rządów przeróżne środowiska kobiece starały się, żeby wliczać kobietom urlopy wychowawcze do okresów składkowych, co podobno było niemożliwe ze względu na konstrukcję systemu emerytalnego po reformie: każdy zbiera pieniądze na swoim koncie, nie miałby więc kto dopłacać do kont matek. Znamienne, że to, co się przez lata nie udało kobietom, parę lat później zdobyli górnicy jednym szturmem na Warszawę”.

Polityka 16.2026 (3560) z dnia 14.04.2026; Do i od Redakcji; s. 93
Reklama
Reklama