‚‚Polityka stała się komiksem, dominują obrazy i dymki. Obywatele czują się niby poinformowani, ale w istocie dostają potężną dawkę urywanych, coraz krótszych przekazów, niejako atomów info-ideo, które nie mają niczego rozjaśniać, ale ich oszołomić.
(…)
Polityczny mem, zawierając znane wcześniej elementy propagandy, staje się jednak nową jakością przez swoją punktową naturę, maksymalne skondensowanie, to już nawet nie skrót myślowy, ale skrót skrótu. Coraz wyraźniej memy zastępują tzw. narrację, bo publiczność traci cierpliwość do jakichkolwiek dłuższych form. Mem polityczny to niejako kwant ideologicznej perswazji: agresywny, bezdyskusyjny, choć czasami pozornie wieloznaczny, niedający się logicznie podważyć, bo operujący w sferze emocji. Naśladujący rzeczywistość, podszywający się pod nią, a jednocześnie ją zafałszowujący.
(…)
Możemy wręcz mówić o zmianie jakościowej, nie tylko ilościowej. Na razie jesteśmy, zdaje się, dopiero na początku tej drogi, co wcale nie musi być pocieszające. To kolejny etap tak zwanej tabloidyzacji. Da się ją zdefiniować jako upraszczanie przekazu do granic wręcz absurdalnych, zastępowanie argumentacji właśnie emocjami, łowienie sensacji i inwazję rozrywki. I wreszcie całkowite porzucenie hierarchii spraw. Wszystko jest równie ważne, co nieważne. Podważenie hierarchii jest konieczne, aby każdy wrzucony znak zyskiwał uwagę.
(…)
W tej memowej wojnie, jeśli brać pod uwagę emocjonalność przekazu, przewagę ma PiS. Wrak, zabrana tablica, bohaterski prezydent w Gruzji, Wawel, krzyż, walka o pomnik, prezes PiS przed pałacem, frazy typu „państwa nie ma”. Ta martyrologiczna ikonografia nie napotyka z drugiej strony równie gorącego zestawu. Ale memy są bronią obosieczną. Mobilizują jednych, odstraszają innych. Żyją własnym życiem.
Nie ma raczej ucieczki od politycznego komiksu. Obywatele jakby świadomie oddawali sferę życia publicznego, realne kwestie, tzw. fachowcom. Sami oczekują prostego bryku, streszczenia. Prawdziwa debata o sprawach kraju znacznie się zawęża. Staje się domeną wąskich grup eksperckich.
Dlatego coraz wyraźniej widać spory ekspertów, którzy dyskutują o skomplikowanej materii ekonomicznej i publicznej, politycy natomiast, niejako towarzysząc widowni, pozostają na poziomie memów, które tworzą trochę kontury realnego świata, jak cienie w platońskiej jaskini. (…)
Nieustanna zaś wulgaryzacja komunikatu kierowanego do odbiorców jeszcze bardziej obniża ich wymagania. A potem naród jako suweren wybiera ten zestaw memów, jaki go bardziej pociąga, spełnia emocjonalne zapotrzebowanie. Wygrywają memy, a rządzą realne interesy grup nacisku, które w symbolicznym teatrze, jako widzowie, nie uczestniczą. Oni mogą ten teatr reżyserować. Dopóki polityczne formacje nie spoważnieją w rozmowie z wyborcami, nie przedstawią realnych dylematów, wariantów możliwych zagrożeń i propozycji rozwiązań, dopóty pozostaniemy w teatrze prostych, krótkich wrażeń i wzruszeń. Te emocjonalne przekazy, które nas otaczają i atakują, próbują zawładnąć naszą wyobraźnią, odwracają uwagę od zależności, przyczyn i skutków świata, w którym realnie funkcjonujemy. Życie jest gdzie indziej. Choć to hasło rewolty paryskiej z 1968 r. też jest memem”.