Przejdź do treści
Reklama
Reklama
O Polityce

Jak adoptować dziecko?

Lektura artykułu „Jak adoptować dziecko?” autorstwa Agnieszki Bąbik i Martyny Bundy, opublikowanego w 17. numerze „Polityki”, wzbudziła we mnie wiele emocji. Jestem psychologiem, od 20 lat pracuję w ośrodku adopcyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci – najpierw zajmowałam się adopcją zagraniczną, a od czasu jej istotnego ograniczenia (czyli prawie likwidacji) krajową. Nie zamieniłabym tej pracy na żadną inną. Nie zgadzam się z wieloma informacjami zawartymi w artykule i ogólnym jego wydźwiękiem, który według mnie przedstawia cały proces jedynie z perspektywy dorosłego – kandydata i rodzica adopcyjnego (któremu wszyscy rzucają kłody pod nogi), pomijając zupełnie perspektywę dziecka, która w procesie adopcyjnym jest kluczowa.

W artykule autorki używają stwierdzenia, że są w Polsce dzieci, „których nie udaje się dopasować do żadnych rodziców”. Budzi to mój sprzeciw, bo jest odwrotnie: to rodziców dopasowujemy do dziecka. To dziecko jest „klientem” procesu adopcyjnego. Nie rodzice. Kiedy mówię to naszym kandydatom na spotkaniu w ośrodku, najpierw są zdziwieni i zaskoczeni, potem jednak przyznają, że to ma sens, że ośrodek szuka rodziców dla dziecka, a nie dziecka dla rodziny. I ta perspektywa towarzyszy mi każdego dnia w pracy – zależy mi, by rzetelnie przygotować naszych kandydatów do przyjęcia dziecka, którego dorośli już kiedyś zawiedli.

To przygotowanie – indywidualne spotkania, rozmowy o jawności adopcji, rozmowy życiorysowe, testy psychologiczne, wywiad w domu kandydatów, szkolenie grupowe – ma służyć właśnie temu, by poznać zasoby naszych kandydatów, którzy być może kiedyś będą najlepszymi możliwymi rodzicami dla konkretnego Krzysia czy Agnieszki. Nie ma ludzi idealnych – nie oczekujemy także, że nasi kandydaci tacy będą. Mamy jednak prawo mieć wymagania dotyczące m.in. ich wieku, stanu zdrowia fizycznego i psychicznego – wynikają one chociażby z przepisów Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego oraz ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, która od 2012 r. reguluje także kwestie przysposobienia.

Nie zgadzam się także ze stwierdzeniem, że ośrodki ukrywają informacje o stanie zdrowia dziecka – zależy nam przecież, by rodzice świadomie podjęli tak ważną dla obu stron decyzję. I nie dzieje się to w ciągu kilku godzin, lecz raczej dni. Podobnie ma się sprawa z łączeniem rodzeństwa: ośrodki mają obowiązek poinformować rodzinę, która przysposobiła wcześniej brata/siostrę, o możliwości przyjęcia kolejnego dziecka. Co więcej, ośrodki naprawdę to robią! Odkąd zaczął działać ministerialny system Adopcja, w którym umieszczone są wszystkie dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, poszukiwanie rodzeństwa jest znacznie szybsze i nie wymaga wysłania 60 pism do każdego ośrodka w Polsce.

Zgadzam się natomiast, że planowane wzmocnienie systemu wsparcia postadopcyjnego jest potrzebne, bo rodzicielstwo adopcyjne jest zazwyczaj bardziej wymagające niż biologiczne. Chciałabym jednak przekazać optymistyczną wiadomość: proces przygotowania do adopcji trwa na ogół kilka miesięcy, liczba dokumentów jest konkretna i wynika z przepisów prawa, w Ośrodkach Adopcyjnych pracują życzliwi fachowcy (którzy są także rodzicami), a rozprawa adopcyjna jest najprzyjemniejszą częścią pracy sędziego rodzinnego. Jasne, każda historia jest inna, warto jednak próbować, bo być może Wasze dziecko gdzieś już na Was czeka?

IZABELA RUTKOWSKA,
DYREKTOR OŚRODKA ADOPCYJNEGO TOWARZYSTWA PRZYJACIÓŁ DZIECI W WARSZAWIE

Polityka 20.2026 (3564) z dnia 12.05.2026; Do i od Redakcji; s. 101
Reklama
Reklama