„Politycy PiS są mistrzami kolejnych początków i sami ustalają, kiedy się zaczyna kolejny etap. Najpierw był to moment objęcia rządów przez Kazimierza Marcinkiewicza, potem dzień podpisania paktu stabilizacyjnego, następnie zawiązanie koalicji, wreszcie zmiana na stanowisku premiera. Za każdym razem Jarosław Kaczyński twierdził, że w istocie dopiero teraz są prawdziwe warunki, aby »zmieniać Polskę«. (…)
Zarzucanie PiS, że oprócz rozwiązania WSI, utworzenia CBA, opanowania mediów publicznych, obsadzenia swoim prezesem IPN, chwycenia mocną partyjną ręką urzędników, policji, wymiaru sprawiedliwości i służb specjalnych, trudno znaleźć inne realne efekty działań nowej władzy, jest niesprawiedliwe. To właśnie te punkty są na pierwszych miejscach w programie PiS, od ich realizacji partia ta wyraźnie i szczerze uzależniła powodzenie w innych dziedzinach. Co więcej, to te kwestie i obietnice z nimi związane były skierowane do samego jądra elektoratu PiS, do tych najtwardszych, »kadrowych« wyborców, którzy polubili to ugrupowanie właśnie za tezy o mocnym państwie, za ideowy radykalizm, za odrzucenie III RP oraz układu łże-elit. (…)
Wysoko wypada ocenić skuteczność PiS w sprawowaniu władzy. Partii tej udało się narzucić swój język, swoją wizję przeszłości, narratorami Polski stali się bracia Kaczyńscy. Siła PiS polega na tym, że się nie cofa, nie przeprasza, nie ubolewa. A nawet jak się cofnie, to zaprzecza, jakoby przedtem forsował inne stanowisko. Wszelkie deklaracje Jarosława Kaczyńskiego mają moc, rzec można, sytuacyjną, obowiązują w danym momencie, w tych warunkach, na dzień dzisiejszy.
Kaczyński zrozumiał, że zwycięża ten, kto idzie dalej, kiedy przeciwnicy się z zakłopotaniem zatrzymują, że tylko słabeusz ulega żądaniom, aby coś wyjaśnić czy wytłumaczyć się ze swoich dawnych słów czy obietnic. PiS przez ostatni rok stosował zasadę absolutnego pragmatyzmu, gdzie wszelkie wątpliwości, skrupuły, poczucie konfuzji traktowane są jako niepoważne, dziecinne, niegodne prawdziwego polityka. (…)
Zasadniczym jednak osiągnięciem PiS jest narzucenie nowego widzenia polityki otoczeniu. Zdumiewa to, jak szybko kolejne decyzje PiS normalniały, jak czymś oczywistym stała się koalicja z Lepperem i Giertychem, jak łatwo przyjęto porzucenie ulubieńca publiczności Kazimierza Marcinkiewicza. Udało się też PiS narzucić wizję ugrupowania potężnego, z powszechnym poparciem społecznym (w istocie głosował na tę partię co dziesiąty uprawniony do głosowania). Niedawno Andrzej Lepper z niejakim zdumieniem zauważył, że PiS ma w Sejmie tylko 155 posłów, a reszta 305, ale sukcesem PiS stało się właśnie to, że ta przeważająca reszta nie ma nic do gadania. Nawet posłowie PO stwierdzają: »To zależy od PiS«, »Wszystko w rękach PiS«.
(…) PiS zbudował skomplikowaną, misterną konstrukcję władzy. Ale takie konstrukcje odznaczają się dużą siłą niszczącą. Oraz, czego PiS już nieraz doświadczył, również samoniszczącą”.