Szlaki migracji
Obecnie jest na świecie 13 mln imigrantów pierwszego pokolenia o korzeniach arabskich. Ta diaspora ukształtowała się szczególnie w Europie i USA.

Topografia emigracji arabskiej.

Kontakty świata arabskiego z Europą mają dłuższą historię przede wszystkim ze względów geograficznych, a w odległej przeszłości dotyczyły obszarów leżących nad Morzem Śródziemnym. Jednak dopiero XIX w. przyniósł ich nasilenie, a także – wraz z rozwojem komunikacji – coraz liczniejszą migrację ludności arabskiej na Zachód, która trwa do dzisiaj. Według danych World Migration Report z 2010 r., z 13 mln arabskich imigrantów pierwszego pokolenia prawie 6 mln żyje w innych krajach arabskich, głównie w bogatych państwach nad Zatoką Perską, gdzie znajdują zatrudnienie lub są uchodźcami. Jeśli zaś chodzi o uchodźców, to na świecie drugą pod względem liczebności grupą (po Afgańczykach) są Irakijczycy, których w 2010 r. było już prawie 2 mln.

Jednak największy odsetek wśród wszystkich imigrantów pochodzenia arabskiego stanowią Libańczycy, których więcej żyje poza Libanem niż w jego granicach, gdzie jest ich 4 mln. W samej Brazylii, największym skupisku Arabów poza światem arabskim (10 mln), jest ich ok. 7 mln, w Meksyku i Australii – po 400 tys., na Wybrzeżu Kości Słoniowej – 100 tys. Są to w większości chrześcijanie, choć (a może dlatego) w samym Libanie 60 proc. to muzułmanie. Następną grupą imigrantów Arabów pod względem liczebności są Palestyńczycy – 4,7 mln, których jest najwięcej w Chile (500 tys.), Libanie, Jordanii, Izraelu. Diaspora jest przy tym źródłem pieniędzy – w 2009 r. do krajów arabskich napłynęło 35,1 mld dol. (najwięcej do Jordanii, Egiptu i Libanu).

Najbardziej liczące się w historii i obecnie, a także najbardziej dynamiczne są grupy imigrantów arabskich w Stanach Zjednoczonych i Europie; dlatego warto im się przyjrzeć bliżej.

Arabowie w USA.

Obecnie Arabowie stanowią 1,15 proc. ludności USA (3,5 mln) i spośród nich aż 80 proc. posiada obywatelstwo amerykańskie. Największy odsetek stanowią Libańczycy – 30 proc. Większość osób o korzeniach arabskich mieszka w miastach. Najwięcej z nich, bo 715 tys., w Kalifornii, oczywiście ze względu na klimat, ale w tym stanie nie tworzą dużych skupisk.

Ciekawy jest skład religijny Arabów w USA – większość, bo aż 63 proc. (według danych Arab American Institute), stanowią chrześcijanie (35 proc. to katolicy, 18 proc. prawosławni i 10 proc. protestanci), a zaledwie 24 proc. – muzułmanie. Są to zupełnie inne proporcje niż w całej populacji Arabów, wśród których chrześcijanie stanowią 4 proc. (a większość z nich to prawosławni).

Amerykańskich Arabów charakteryzuje wyższy poziom wykształcenia, niż reprezentuje przeciętny Amerykanin (studia wyższe ukończyło 46 proc., średnia USA to 28 proc.), a dochodem rocznym arabsko-amerykańskie rodziny przekraczają średnią USA o 22 proc. Wśród Arabów jest także mniej bezrobotnych (5 proc.) niż wśród pozostałych Amerykanów (9 proc.).

Po zamachach z 11 września 2001 r. wielu arabskich Amerykanów padało ofiarami tzw. profilingu, np. na lotniskach, gdzie arabskie nazwisko czy wygląd wystarczały, by dana osoba została poddana specjalnej kontroli. Dokumentowaniem i zapobieganiem tego typu zjawiskom zajmuje się American-Arab Anti-Discrimination Committee, organizacja broniąca praw obywatelskich osób pochodzenia arabskiego i promująca ich dziedzictwo kulturowe oraz wkład w budowanie społeczeństwa amerykańskiego.

Korzenie imigracji.

Masowy napływ imigrantów, szukających lepszego życia dla siebie i swoich rodzin, rozpoczął się w drugiej połowie XIX w. W tym czasie do Stanów Zjednoczonych bardzo licznie zaczęli przybywać także Arabowie. Byli to przede wszystkim niewykształceni robotnicy oraz drobni kupcy i kierowali się oni ku miastom przemysłowym.

Wśród imigrantów byli także pisarze i poeci. Pochodzili głównie z terenów dzisiejszej Syrii i Libanu (część tzw. Wielkiej Syrii) i dlatego stworzony przez nich styl pisarstwa nazwano szkołą syryjsko-amerykańską. Po przyjeździe do USA zachłysnęli się nie tylko wolnością od politycznej cenzury osmańskiej, ale także zachodnimi trendami literackimi. Udało im się połączyć arabską tradycję literacką z nowymi formami, z którymi zetknęli się na emigracji, a przez to, że nie stracili kontaktu z ojczystą kulturą, przyczynili się także do odrodzenia i unowocześnienia arabskiej prozy i poezji na Bliskim Wschodzie. Byli wśród nich m.in. Dżubran Chalil Dżubran (1883–1931 r.), znany poza światem arabskim przede wszystkim jako autor „Proroka”, oficjalny przywódca tej grupy. Inni to Amin ar-Rajhani (1879–1940 r.) i Michail Nu’ajma (1889–1988 r.). Pod koniec I wojny światowej założyli oni w Nowym Jorku pierwszy związek pisarzy arabskich, Ar-Rabita al-Kalamijja (Liga Ludzi Pióra).

Magnes Detroit.

Jednym z miast przyciągającym imigrantów szukających zatrudnienia było Detroit, gdzie istnieje jedyne zwarte skupisko ludności arabskiej w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych (300 tys. osób) – w pozostałych miastach imigranci pochodzenia arabskiego są rozrzuceni i nie tworzą znaczących społeczności. Do miasta tego przybywali zwabieni rozkwitającym tu przemysłem samochodowym (przede wszystkim Ford Motor Company), oferującym pracę za 5–8 dol. dziennie. Byli to głównie ludzie pochodzący z terenów dzisiejszego Libanu, Syrii, Egiptu, Iraku, Jemenu i Palestyny. Napływ imigrantów arabskich utrzymuje się do dzisiaj mimo pozornie odstraszających recesji i kryzysów.

Obecnie najwięcej nowych imigrantów przybywa do Detroit z Jemenu i Iraku, przyciągniętych rozmiarem społeczności mówiącej tym samym językiem, infrastrukturą edukacyjną, kulturalną i religijną. Znajdują na miejscu szkoły, także średnie, w których nauczyciele mówią po arabsku, co pozwala na porozumienie się z rodzicami, którzy jeszcze w niewystarczającym stopniu opanowali język angielski. Przy Ford Road znajduje się m.in. arabski kościół luterański Abundant Life, w którym liturgia sprawowana jest po arabsku (a także kościół ormiański św. Sarkisa). Z okien kościołów widać największy w USA meczet, Islamic Center of America, zbudowany całkowicie ze składek miejscowych muzułmanów; zbiórka ta kierowana była przez kobietę, Wandę Fayiz. Pomocą imigrantom służą miejscowe organizacje pozarządowe, jak np. ACCESS (Arab Community Center for Economic&Social Services), które pomagają zaadaptować się do życia w USA, oferują pomoc prawną, medyczną, ale także lekcje języka angielskiego dla osób arabskojęzycznych, które muszą się go nauczyć, by móc starać się o obywatelstwo Stanów Zjednoczonych.

Arabowie w specyficzny sposób kształtują także swoje otoczenie, nierzadko odwracając dominujące trendy społeczne i ekonomiczne. Gdy w innych częściach Stanów można zaobserwować upadek drobnych, rodzinnych biznesów, tu arabskie sklepiki, bary, restauracje kwitną i nie narzekają na brak klientów.

Organizacje.

W USA funkcjonuje wiele organizacji oraz instytucji, które działają na rzecz tamtejszych Arabów. Jednym z nich jest waszyngtoński Arab American Institute, założony w 1985 r., który zajmuje się badaniami nad życiem, kulturą, działalnością polityczną i biznesową Amerykanów arabskiego pochodzenia, ale także animowaniem ich życia politycznego, społecznego i kulturalnego. Dokumentowaniem historii i dnia codziennego arabskich imigrantów zajmuje się nowoczesne Arab American National Museum, otwarte w 2005 r. i mieszczące się w Dearborn pod Detroit, jedyne tego typu na świecie. Znajduje się ono w pięknym, specjalnie zbudowanym dla niego budynku, zaprojektowanym w bliskowschodnim, arabskim stylu. Zgromadzono tam np. walizki, z którymi imigranci przyjeżdżali do Stanów, prezentowane są religie przez nich wyznawane, ich pierwsze zajęcia i przedsiębiorstwa oraz największe osiągnięcia.

W Nowym Jorku na Brooklynie działa Arab American Family Support Center, największa pozarządowa organizacja zajmująca się działalnością społeczną na rzecz arabskich Amerykanów (niezależnie od wyznawanej religii, choć akurat w Nowym Jorku muzułmanie stanowią większość), w tym wspomaganiem integracji nowych imigrantów z miejscowym społeczeństwem. Współprowadzi ona pierwszą w USA publiczną szkołę amerykańsko-arabską, Khalil Gibran International Academy, oferującą nauczanie języka arabskiego, literatury i kultury arabskiej.

Arabowie w USA mają także własne czasopisma, jak np. „Al-Murakib al-Mustakil. The Independent Monitor. The National Newspaper of Arab Americans”, wydawany po angielsku i arabsku (także w Internecie: http://www.timonitor.com).

Słynni arabscy Amerykanie.

Diaspora arabska jest w większości bardzo dobrze zintegrowana z miejscowym społeczeństwem, czego dowodem mogą być bardzo znane i wpływowe osobistości o arabskich korzeniach we wszystkich dziedzinach amerykańskiego życia. Jedną z najważniejszych jest niewątpliwie Helen Thomas, nestorka dziennikarstwa (United Press International), która była dziekanem korpusu prasowego w Białym Domu. Inne przykłady to m.in. naukowcy: prof. Edward Said, autor klasycznej już książki „Orientalizm” (art. s. 124), profesor stosunków międzynarodowych Fawaz A. Gerges czy pisarka i profesor literatury Diana Abu Jaber. Arabscy Amerykanie są dumni z astronautki Christy McAuliffe, która zginęła w katastrofie promu Challenger w 1986 r., polarnika George’a Doumaniego, który miał udział w udowodnieniu istnienia wędrówki kontynentów (przemierzał Antarktydę z dwiema flagami: USA i Libanu). Osoby arabskiego pochodzenia są wśród polityków, sędziów, wysokich oficerów, jak np. gen. George Joulwan, były dowódca Naczelnego Dowództwa Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie, a Selwa Roosevelt (ur. Shqer) najdłużej sprawowała funkcję szefa protokołu dyplomatycznego w Białym Domu – 7 lat. (W Białym Domu przez 50 lat pracował inny Arab – Robert George, który dla siedmiu kolejnych administracji był oficjalnym św. Mikołajem).

Amerykanie pochodzenia arabskiego są także wśród artystów, m.in. aktorów jak Salma Hayek i Tony Shalhoub (detektyw Monk z serialu pod tym tytułem). Arabską krew miał także muzyk Frank Zappa, mają Paul Anka, wykonawca ponadczasowego przeboju „Diana”, Paula Abdul, Shakira i hiphopowiec DJ Khaled. W 2010 r. 25-letnia Rima Fakih, urodzona w Libanie, została wybrana na Miss USA (reprezentowała stan Michigan). Pół-Syryjczykiem był Steve Jobs, współzałożyciel i przez wiele lat prezes firmy Apple Inc.

Arabowie w Europie: postkolonialni gastarbeiterzy.

Zupełnie inny charakter ma imigracja arabska do Europy. Związana przede wszystkim z przeszłością kolonialną państw europejskich, a także z zapotrzebowaniem na siłę roboczą w czasie boomu gospodarczego w latach 60. i 70. – jest znacznie młodsza. Cechuje się przy tym większym zróżnicowaniem etnicznym, inną strukturą religijną i niższym statusem społecznym – są to w większości muzułmanie, przede wszystkim gastarbeiterzy i ich potomkowie, którym nierzadko trudno osiągnąć awans społeczny ze względu na pochodzenie. Charakteryzuje ich tendencja do tworzenia skupisk przez zamieszkiwanie osiedli wokół zakładów pracy lub tańszych dzielnic.

Oczywiście z powodu XIX-wiecznego panowania kolonialnego państw europejskich nad terenami zamieszkanymi przez Arabów pojawiali się oni w metropoliach już wtedy. Miało to miejsce przede wszystkim w Wielkiej Brytanii i we Francji.

Arabowie we Francji.

Francja miała najwięcej kolonii w świecie arabskim i już w 1848 r. włączyła podbite w 1830 r. tereny dzisiejszej Algierii w obręb swojego państwa, gdzie możliwe było swobodne podróżowanie pomiędzy obszarami zamorskimi i europejskimi. W czasie I wojny światowej w wojsku francuskim służyło wielu algierskich żołnierzy i w 1920 r. było ich we Francji ok. 100 tys. Kolejne 20 tys. stanowili Marokańczycy i Tunezyjczycy. Podobnie wielu żołnierzy arabskich było we francuskim wojsku w czasie II wojny światowej – szacuje się, że pomiędzy 1914 a 1962 r. (odzyskanie przez Algierię niepodległości) na terenie Francji mieszkało ponad 2 mln Algierczyków. Byli to głównie wspomniani wyżej żołnierze, ale także robotnicy sezonowi, którzy powoli tu się osiedlali i sprowadzali swoje rodziny. W latach 1962–68 w metropolii osiedliło się ok. 90 tys. byłych arabskich żołnierzy francuskiej armii, tzw. harki, z rodzinami, którzy uciekli z niepodległej Algierii (w czasie wojny o niepodległość w szeregach armii francuskiej służyło ich 160 tys.). Od lat 70., w związku z zapotrzebowaniem na niewykwalifikowanych robotników, rosła także imigracja z Maroka i Tunezji. Obecnie szacuje się, że na terenie Francji mieszka ok. 1,5 mln osób z korzeniami w Algierii, 1 mln – w Maroku, 350 tys. – w Tunezji, 450 tys. to harki, a 100 tys. – inni Arabowie.

Ze względu na ekonomiczny charakter imigracji osoby pochodzenia arabskiego mieszkają przede wszystkim w miastach, ale także na południu Francji – ze względu na położenie nad brzegiem Morza Śródziemnego. Tworzą skupiska wewnątrz miast – z powodu niskich dochodów wybierają tańsze dzielnice; przyciąga ich także sąsiedztwo osób tego samego pochodzenia. Pierwsze pokolenie imigrantów to już emeryci, drugie i trzecie wciąż doświadcza problemów z integracją, np. wśród osób północnoafrykańskiego pochodzenia jest znacznie wyższe bezrobocie – 14 proc. (wśród osób o korzeniach francuskich – 9,2 proc.), a jeśli weźmie się pod uwagę osoby z wyższym wykształceniem, to odsetek ten wynosi aż 26,5 proc. (przy średniej dla Francji 5 proc.). Właśnie brak perspektyw dla młodych mieszkańców zaniedbanych podparyskich przedmieść o korzeniach imigranckich był przyczyną zamieszek w 2005 r., które według wielu badaczy okazały się dowodem na rozpaczliwe pragnienie integracji z resztą społeczeństwa. Według badań Pew Research Center francuscy muzułmanie bowiem charakteryzują się najlepszym nastawieniem do swojej ojczyzny i w większości dobrze postrzegają swoich współobywateli.

Osoby pochodzenia arabskiego są wśród znanych i popularnych osobistości we Francji – np. Rachida Dati, b. minister sprawiedliwości, obecnie eurodeputowana, antropolog religii prof. Malek Chebel, aktorzy – Jamel Debbouze, Salim Kechiouche, piosenkarz Rachid Taha czy piłkarze – Zinedine Zidane i Hatem Ben Arfa.

Arabowie we Włoszech, Holandii i Hiszpanii.

Po Francji najwięcej osób o korzeniach arabskich mieszka we Włoszech, Holandii, Hiszpanii. Jako cel imigracji bardzo często wybierana jest dawna metropolia kolonialna ze względu na język, ale także z powodu obecności wcześniejszych fal imigrantów, co pomaga następnym zadomowić się. Decyduje także bliskość geograficzna, jak w przypadku Hiszpanii (600 tys. osób pochodzenia marokańskiego na 40,2 mln mieszkańców ogółem) czy Włoch (33 proc. imigrantów to Arabowie – z Maroka 253 tys., z Tunezji 68 tys., z Egiptu 49 tys., z Algierii 20 tys.). W tych państwach imigranci pochodzenia arabskiego w większości nie mają tamtejszego obywatelstwa (w Hiszpanii tylko 80 tys.), co świadczy o problemach z integracją.

Imigranci nie zawsze wybierają państwa bliskie im ze względu na wspólną przeszłość. I tak w Holandii mieszka 349 tys. osób pochodzenia marokańskiego (na 16,8 mln ludności ogółem), ale 52 proc. z nich urodziło się już w tym kraju, co świadczy, że jest to zadomowiona społeczność; dla porównania: osób pochodzenia irackiego jest 52 tys., ale tylko 21 proc. urodzonych już na miejscu. Także w Belgii Marokańczycy stanowią większość imigrantów arabskich.

Arabowie w Wielkiej Brytanii.

Już w XIX w. na jej terenie osiedlali się pierwsi Arabowie, powstawały nawet ich skupiska ze względu na kolonie na Bliskim Wschodzie. Byli to głównie marynarze i kupcy z Jemenu, pozostający w większych portach, takich jak Liverpool, South Shields, Cardiff, Glasgow i Londyn. Przez lata utrzymywał się napływ imigrantów arabskich do Wielkiej Brytanii, ale o znacznie mniejszym natężeniu niż do krajów Europy Południowej (wyjątek stanowią uchodźcy z Iraku), i obecnie jest ich ok. 135–150 tys.

Arabowie w innych krajach Europy Zachodniej.

Imigranci arabscy osiedlają się nie tylko w byłych metropoliach. W Danii najwięcej jest Irakijczyków (26,6 tys.) i Libańczyków (24,4 tys.), a w Grecji Egipcjan (ok. 35 tys.). W Niemczech żyje 280 tys. osób o korzeniach arabskich (najwięcej z Iraku, Maroka, Libanu i Syrii), ale stanowią tylko ok. 4 proc. osób pochodzenia imigranckiego, w Austrii kraje pochodzenia układają się podobnie, ale Arabowie stanowią tylko 2 proc. imigrantów (ok. 20 tys.). W tych krajach więcej jest osób pochodzenia arabskiego z wyższym wykształceniem, mniej wśród nich gastarbeiterów, którzy wywodzą się głównie z Turcji. W Austrii i Niemczech pracuje wielu lekarzy o korzeniach arabskich, mają nawet swoje stowarzyszenie – Union Arabischer Mediziner in Europa, założone w 1983 r. we Frankfurcie i liczące ok. 3 tys. członków.

Arabowie w państwach Europy Środkowej i Wschodniej.

Jest ich tu stosunkowo niewielu. Państwa te nie brały udziału w kolonizacji świata arabskiego i imigracja ta jest stosunkowo świeżej daty – państwa socjalistyczne łączyła przyjaźń z tzw. państwami rozwijającymi się, w tym oczywiście arabskimi, stąd znaczna liczba studentów z krajów arabskich. W wielu dawnych krajach komunistycznych Europy Wschodniej, jak np. Polska, Słowacja, Czechy, to właśnie byli studenci z krajów arabskich stanowią większość napływowych muzułmanów; są oni wykształceni, znają miejscowy język i mają obywatelstwo państw, w których mieszkają. Współcześnie studia np. w Polsce także mogą być atrakcyjne dla młodych ludzi z tego regionu ze względu na niższą cenę i oferowane już kursy w języku angielskim.

Nowe źródła emigracji.

Imigracja ze świata arabskiego ma przede wszystkim charakter ekonomiczny (poszukiwanie pracy) oraz polityczny (uchodźcy). Świat arabski jest bardzo młody – według World Migration Report z 2010 r., 57 proc. stanowią tam osoby poniżej 24 roku życia, które mają problemy ze znalezieniem pracy, także pracy zgodnej z uzyskanym wykształceniem, czego przykłady widzieliśmy w czasie tzw. Arabskiej Wiosny (art. s. 127). Region ten jest także niespokojny politycznie: konflikt izraelsko-palestyński, wojna w Iraku, rewolucje arabskie z 2011 r., ale także konflikty wcześniejsze, jak wojny w Libanie, są nieustającą przyczyną kolejnych fal migracji na Zachód. Obecnie najwięcej imigrantów pochodzenia arabskiego zmierza do Europy, która leży najbliżej i do której można dopłynąć przez Morze Śródziemne. Symbolem tego zjawiska była ostatnio włoska wyspa Lampedusa.

Socjologowie powtarzają, że Europa się starzeje i potrzebuje rąk do pracy, ale z drugiej strony nastał kryzys i nawet rdzenni Europejczycy nie mogą znaleźć pracy. Czy można mieć nadzieję, że udane arabskie rewolucje zastopują fale migracji na Zachód, gdy zapewnią tamtejszym krajom demokrację i rozwój ekonomiczny? Z jednej strony zahamowałoby to drenaż mózgów i stagnację ekonomiczno-społeczną w krajach arabskich, z drugiej – wyciszyło lęki Europejczyków wywołane wezbraną falą arabskiej imigracji.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną