Pogrzeb „Łupaszki”. Kim byli żołnierze wyklęci?

Postawy Polaków. Żołnierze wyklęci
Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” był jednym z najbardziej znanych działaczy antykomunistycznego podziemia po 1945 r., dziś staje się symbolem prawicowej polityki PiS. Kim byli i skąd się wzięli tzw. żołnierze wyklęci?
Żołnierze ze zgrupowania partyzanckiego AK-DSZ-WiN mjr. Hieronima Dekutowskiego, Zapory. (Major stoi w ostatnim rzędzie i głaszcze kozę). Okolice Łańcuta sierpień/wrzesień 1946 r.
Sławomir Poleszak/Archiwum prywatne

Żołnierze ze zgrupowania partyzanckiego AK-DSZ-WiN mjr. Hieronima Dekutowskiego, Zapory. (Major stoi w ostatnim rzędzie i głaszcze kozę). Okolice Łańcuta sierpień/wrzesień 1946 r.

Karta imieninowa ostatniego komendanta Konspiracyjnego Wojska Polskiego (KWP) sierż. Jana Małolepszego, Murata, dla jego żony. Maj 1947 r.
Sławomir Poleszak/Archiwum prywatne

Karta imieninowa ostatniego komendanta Konspiracyjnego Wojska Polskiego (KWP) sierż. Jana Małolepszego, Murata, dla jego żony. Maj 1947 r.

List gończy za dowódcą oddziału NSZ na pograniczu Mazowsza i Podlasia, zdradzonym i zabitym przez żołnierzy KBW w marcu 1952 r.
AN

List gończy za dowódcą oddziału NSZ na pograniczu Mazowsza i Podlasia, zdradzonym i zabitym przez żołnierzy KBW w marcu 1952 r.

Żołnierze przed akcją - prawdopodobnie związaną z likwidacją podziemia zbrojnego. Fotografia z tablicy ściennej w budynku Urzędu Bezpieczeństwa w Radomsku. 1946 r.
Ośrodek Karta w Warszawie

Żołnierze przed akcją - prawdopodobnie związaną z likwidacją podziemia zbrojnego. Fotografia z tablicy ściennej w budynku Urzędu Bezpieczeństwa w Radomsku. 1946 r.

Po ogłoszeniu amnestii; żołnierze podziemia, którzy zdecydowali się ujawnić, przed jedną z komisji amnestyjnych. Marzec 1947 r.
PAP

Po ogłoszeniu amnestii; żołnierze podziemia, którzy zdecydowali się ujawnić, przed jedną z komisji amnestyjnych. Marzec 1947 r.

Pośmiertna fotografia Józefa Franczaka, Lalusia, który zginął w walce z SB i ZOMO 21 października 1963 r. na Lubelszczyźnie.
IPN

Pośmiertna fotografia Józefa Franczaka, Lalusia, który zginął w walce z SB i ZOMO 21 października 1963 r. na Lubelszczyźnie.

[Artykuł pochodzi z „Pomocnika Historycznego. Stalinizm po polsku”]

Na najdalszym, skrajnym biegunie wobec nowego porządku stali aktywni członkowie polskiego podziemia niepodległościowego, zwani od niedawna żołnierzami wyklętymi.

Polskie Państwo Podziemne (PPP).

Dzieje powojennej konspiracji związane były z tym, co działo się na ziemiach okupowanej Polski w latach 1939–45. Głównym celem tworzonego i rozbudowywanego przez kolejne lata Polskiego Państwa Podziemnego było doprowadzenie do odzyskania niepodległości i sprawne odbudowanie aparatu państwowego po zakończeniu działań wojennych. Przeprowadzenie w sprzyjającym momencie ogólnonarodowego powstania zbrojnego miało leżeć w gestii podziemnego wojska, czyli Armii Krajowej, która w połowie 1944 r. liczyła ponad 300 tys. żołnierzy.

Niekorzystne uwarunkowania geopolityczne sprawiły, że przygotowany scenariusz stał się nieaktualny. Po klęsce stalingradzkiej i lądowaniu aliantów na Półwyspie Apenińskim coraz poważniej brano pod uwagę, że Polskę od okupanta niemieckiego wyzwoli Armia Czerwona. Po zerwaniu stosunków dyplomatycznych przez ZSRR z rządem polskim na uchodźstwie Sowieci stali się jedynie „sojusznikiem naszych sojuszników”.

Powyższe czynniki zmusiły władze polskiego podziemia do poważnych zmian w dotychczasowych koncepcjach. Opracowano plan tzw. powstania strefowego pod kryptonimem Burza, którego głównym celem była walka z Niemcami, ale równie ważne miało być wystąpienie przed Armią Czerwoną w charakterze gospodarza terenu. Mimo wielu sukcesów militarnych akcja zakończyła się porażką polityczną. Józef Stalin konsekwentnie realizował scenariusz, w którym Polska miała być zupełnie inna, niż planował to rząd polski na uchodźstwie. Powstanie Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (1944 r.) było stworzeniem przez Stalina alternatywnego dla rządu w Londynie ośrodka władzy. Pierwszym i najważniejszym przeciwnikiem realizowanego planu, którego należało pokonać, było Polskie Państwo Podziemne.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej. Smiersz, NKWD, UB.

W czasie akcji Burza wielokrotnie powtarzał się ten sam scenariusz, w którym jednostki sowieckie korzystały z pomocy wojskowej oddziałów AK, ale po zakończeniu walk z Niemcami akowcy byli rozbrajani, osadzano ich w obozach filtracyjnych, z których trafiali do organizowanego u boku Armii Czerwonej Wojska Polskiego, bądź byli deportowani w głąb ZSRR. Za jednostkami frontowymi podążały pododdziały kontrwywiadu wojskowego OKR Smiersz oraz jednostki NKWD i NKGB, które prowadziły aresztowania wśród działaczy niepodległościowych.

Zadanie rozbicia i likwidacji Polskiego Państwa Podziemnego postawiono przed powołanym w ramach PKWN Resortem Bezpieczeństwa Publicznego, kierowanym od początku przez płk. Stanisława Radkiewicza. Po powstaniu Rządu Tymczasowego 31 grudnia 1944 r. przemianowano go na Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Przez pierwszy rok, do września 1945 r. zwalczaniem polskiego podziemia zajmowało się sowieckie NKWD. Specjalnie w tym celu już w październiku 1944 r. powołano 64 Zbiorczą Dywizję Wojsk Wewnętrznych NKWD liczącą ok. 10 tys. żołnierzy. W połowie 1945 r. na terenie Polski stacjonowało 15 pułków NKWD liczących 35 tys. żołnierzy, co stanowiło 43 proc. wszystkich wojsk NKWD stacjonujących w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla porównania w sowieckiej strefie okupacyjnej Niemiec przebywało 10 pułków NKWD.

Sytuację panującą na Lubelszczyźnie jesienią 1944 r. tak przedstawił w spisanych w latach czterdziestych pamiętnikach kpt. Zdzisław Broński, ps. Uskok: „Rozpoczęły się masowe aresztowania. W Lublinie, Lubartowie i we wsiach pojawiły się oddziały sowieckie NKWD i przy pomocy miejscowych szubrawców wyłapywano ludzi podług sporządzonych list. Aresztowanych traktowano jak najgorzej i odwożono w niewiadome miejsca. Rodzinom odmawiano jakichkolwiek informacji i udzielania pomocy. Po dokonaniu aresztowań żadne władze nie przyznawały się, że coś podobnego miało miejsce. Gdy ktoś z rodziny zbyt natrętnie prowadził poszukiwania, najczęściej też przepadał (...). Po jednej fali aresztowań przyszły następne. W okolicy aresztowanych liczono na setki. Brano i takich, którzy nie należeli do żadnej organizacji i w ogóle nie brali udziału w życiu społecznym. Brano ludzi z powodów absolutnie nieznanych. Z czynniejszych członków AK, BCh i NSZ nie wzięto tylko tych, którzy zdołali się wymknąć”.

Równie ciężkie ciosy spadały na gremia dowódcze. Po falach aresztowań, które dotknęły dowództwo Okręgu Lublin AK w październiku i listopadzie 1944 r., poniesione straty wielokrotnie przewyższyły te z całego okresu okupacji niemieckiej. Do końca 1944 r. z terenu tzw. Polski Lubelskiej wywieziono 12–15 tys. osób. Wydaje się, że według ostrożnych szacunków w drugiej połowie 1944 r. funkcjonariusze UB i NKWD aresztowali ok. 20–25 tys. osób, z czego 80 proc. to zasługa NKWD. Terror, jaki zapanował na terenach wyzwolonych spod okupacji niemieckiej, był przyczyną masowych ucieczek z miejsca zamieszkania i ukrywania się.Od sierpnia 1944 do lutego 1945 r. jakakolwiek działalność partyzancka była niemożliwa. Wynikało to z jednej strony z panującej zimy, ale co najistotniejsze na terenie tzw. Polski Lubelskiej stacjonowała ponadtrzymilionowa Armia Czerwona. Doświadczenia, którym od lata 1944 r. poddane były tereny tzw. Polski Lubelskiej, po styczniu 1945 r. dotknęły pozostałe obszary Polski.

Rozwiązanie AK. Niepodległość (NIE).

W latach 1944–45 w łonie polskiej konspiracji zachodziły bardzo poważne zmiany. Niezmiernie ważne procesy w szeregach AK uruchomił rozkaz o jej rozwiązaniu wydany przez komendanta głównego gen. Leopolda Okulickiego, Niedźwiadka, 19 stycznia 1945 r. Oznaczało to formalne zakończenie działalności AK, jednak jeszcze tego samego dnia Niedźwiadek wysłał tajny rozkaz do najwyższych dowódców AK, w którym pisał, że dowódcy nie ujawniają się, zachowują dobrze zakonspirowane sztaby i sieć radiową.

Stosunek poszczególnych okręgów do rozkazu o rozwiązaniu AK był różny. Na terenach zajętych przez Sowietów przed styczniem 1945 r. potraktowano go jako taktyczną zagrywkę, a pracę organizacyjną prowadzono w dalszym ciągu. Bardzo ostro zareagował komendant Okręgu Białystok AK ppłk Władysław Liniarski, Mścisław, który w jednym ze swoich rozkazów pisał: „Rozprowadzić najwartościowszy element tj. przeważnie dowódców pozostawiając resztę na pastwę losu to czyn, na jaki może się zdobyć tylko szubrawca. Oddziałów leśnych się nie rozprowadzi, bo po rozejściu zbiorą się na nowo, ale w bandy rabunkowe. Pozostaje jedno – organizować się w samoobronę”.

Mścisław nie wykonał rozkazu i pod zmienioną nazwą Armia Krajowa Obywateli kontynuował działalność. Inaczej wyglądała sytuacja na zachód od Wisły, gdzie Sowieci dotarli w wyniku ofensywy styczniowej, tam rozkaz o rozwiązaniu AK w większości przypadków został wykonany.

Jeszcze w czasie okupacji dowództwo AK stworzyło równoległą do AK sieć konspiracyjną, która miała mieć charakter kadrowy i elitarny i być przygotowana do działań pod okupacją sowiecką. Budowę struktur organizacji Niepodległość (kryptonim NIE) prowadził gen. August Emil Fieldorf, Nil. Rozwój prac organizacyjnych zahamowały aresztowania przeprowadzone przez NKWD, a organizację rozwiązano wiosną 1945 r.

Proces Szesnastu. DSZ. Koniec PPP.

Sowieckie służby specjalne zadały podziemiu potężny cios pod koniec marca 1945 r., kiedy to podstępnie aresztowały szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Wśród nich ostatniego komendanta AK gen. Okulickiego oraz Delegata Rządu na Uchodźstwie Jana Stanisława Jankowskiego. Dowództwo nad poakowskimi strukturami przejął płk Jan Rzepecki, Ożóg. Od maja 1945 r. stał na czele nowo powołanej organizacji pod nazwą Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj, która przejęła wszystkie aktywa po AK. Dowództwo organizacji konsekwentnie stało na stanowisku, że należy dążyć do wyciszenia walki zbrojnej. Uważano, że będzie ona miała uzasadnienie jedynie w momencie konfliktu między Anglosasami a Sowietami. Kolejne odezwy i rozkazy szły w kierunku „rozładowania lasów”, czyli wyprowadzenia z konspiracji jak największej liczby partyzantów. Uważano, że w trakcie sześcioletniej okupacji polskie społeczeństwo poniosło olbrzymie straty, dlatego należy unikać następnych. DSZ rozwiązano 6 sierpnia 1945 r. Obawiano się, że dalsze trwanie konspiracji wojskowej utrudni polityczną działalność wicepremiera i prezesa PSL Stanisława Mikołajczyka. Wcześniej, bo 1 lipca 1945 r., rozwiązała się Rada Jedności Narodowej, pełniąca funkcję podziemnego parlamentu. Polskie Państwo Podziemne przestało faktycznie istnieć.

Wolność i Niezawisłość (WiN).

2 września 1945 r. powołano nową organizację Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji Wolność i Niezawisłość). Miał to być twór przejściowy i miał zostać rozwiązany po wolnych wyborach do parlamentu. Główne założenia organizacji zawarto w pochodzących z połowy września „Wytycznych”. W głównej mierze miał on wspierać wszystkie polityczne stronnictwa demokratyczne (niekomunistyczne), których celem była budowa demokratycznej i niezawisłej Polski. Jej przyszły ustrój polityczny miał się mieścić w nurcie liberalno-demokratycznym, a społeczno-gospodarczy miał być połączeniem wizji socjaldemokratycznej i katolickiej nauki społecznej z elementami programu Narodowej Demokracji. Zrzeszenie WiN przejęło po DSZ kadrę, finanse, sieci łączności i strukturę terenową. Zniesiono nomenklaturę wojskową, dotychczasowych komendantów przemianowano na prezesów. Według planów dowództwa organizacja miała przede wszystkim uświadamiać polskie społeczeństwo, pokazywać prawdziwe oblicze PPR i gromadzić informacje wywiadowcze (dokumentowanie wszelkich zbrodni dokonywanych przez sowiecki i rodzimy aparat represji).

Tak jak DSZ, również WiN prowadził akcję demobilizacji oddziałów partyzanckich. Akcje zbrojne miały mieć jedynie charakter samoobrony. Planowano likwidację najgroźniejszych funkcjonariuszy UB i jego konfidentów. Jednak taki model działalności udało się wprowadzić jedynie na terenie Obszaru Południowego WiN (Rzeszowskie, Krakowskie, Śląsk). W Białostockiem, na północnym Mazowszu, Podlasiu czy w Lubelskiem nadal operowały silne oddziały partyzanckie, a sytuację zmieniła dopiero amnestia z lutego 1947 r. W listopadzie 1947 r. aresztowano ostatni, czwarty Zarząd Główny WiN – na czele z ppłk. Łukaszem Cieplińskim, Pługiem.

Nurt narodowy.

Drugim, obok poakowskiego, pod względem znaczenia odłamem podziemia był nurt narodowy, oparty na programie ideowym Stronnictwa Narodowego. Przyszła Polska miała być demokratycznym państwem korporacyjnym z bardzo silnie rozwiniętymi organami centralnej władzy wykonawczej. System gospodarczy oparty miał być na powszechnym akcjonariacie pracowniczym osób zatrudnionych w zakładach przemysłowych oraz średnioobszarowych gospodarstwach rolnych. W kwestii mniejszości narodowych uważali, że część należy poddać asymilacji, natomiast Niemcy i nacjonaliści ukraińscy mieli zostać zmuszeni do opuszczenia Polski. Populacja Żydów miała nie przekraczać trzech procent ogółu społeczeństwa.

W listopadzie 1944 r. w Grodzisku Mazowieckim doszło do narady działaczy SN. Stwierdzili oni, że po fiasku akcji Burza członków Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowych Sił Zbrojnych umowa scaleniowa z AK już nie obowiązuje. Powołano do życia nową organizację pod nazwą Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW). Pionem prowadzącym walkę zbrojną było Pogotowie Akcji Specjalnej. W kraju organizacja podlegała jedynie Wydziałowi Wojskowemu SN, uznawała rząd polski na uchodźstwie. Ostatnim i najdłużej dowodzącym komendantem głównym był płk Bronisław Banasik, Stefan, aresztowany przez UB w styczniu 1948 r.

Inne nurty.

Oprócz tych dwóch głównych nurtów działało również szereg lokalnych organizacji konspiracyjnych: Wielkopolska Samodzielna Grupa Operacyjna Warta, Konspiracyjne Wojsko Polskie działające w Polsce centralnej i na Śląsku oraz Ruch Oporu Armii Krajowej, prowadzący walkę na północnym Mazowszu.

Mapa podziemia.

Z ostatnich badań wynika, że szacunkowa liczba powojennych konspiratorów zawiera się między 120–180 tys. Niemal połowa z nich wywodziła się z AK, a następnie działała w ramach DSZ i WiN. Ok. 30–40 tys. osób związanych było z nurtem narodowym, głównie z NZW. Mniej więcej tyle samo osób grupowały różne lokalne organizacje i grupy konspiracyjne oraz luźne oddziały zbrojne. W 1945 r. przez szeregi oddziałów partyzanckich przeszło między 13–17 tys. ludzi. Największą siłą zbrojną podziemie dysponowało w połowie tego roku. Na terenie całej Polski w granicach pojałtańskich istniało ponad 340 oddziałów zbrojnych.

Na partyzanckiej mapie Polski zdecydowaną palmę pierwszeństwa dzierżyły województwa: rzeszowskie, lubelskie, białostockie, kieleckie i krakowskie. W sumie na terenie tych pięciu województw działało ponad 200 oddziałów skupiających niemal 75 proc. ogólnej liczby polskich partyzantów. Gdy spojrzymy na ich przynależność, to równe 50 proc. uznawało zwierzchność DSZ, a następnie Zrzeszenia WiN. Kolejne 20 proc. podporządkowane było NSZ i NZW. Natomiast pozostałe 30 proc. to oddziały podległe lokalnym organizacjom (KWP, WSGO Warta, ROAK) czy też działające samodzielnie.

Upływający czas powodował, że liczby te topniały, a czynników wpływających na ten proces było wiele. Z jednej strony konsekwentnie prowadzone działania dowództwa DSZ, które usiłowało doprowadzić do rozładowania lasów. W tym kierunku szła również ogłoszona w sierpniu 1945 r. przez władzę amnestia, z której skorzystało ok. 30 tys. konspiratorów. Ponadto pewien wpływ na przerzedzenie szeregów miał powrót Stanisława Mikołajczyka do kraju. Niektórzy z konspiratorów zamienili działalność podziemną na jawną pracę w ogniwach PSL. W znacznej mierze miało to również związek z represjami i terrorem, a przede wszystkim operacjami wojskowymi przeprowadzanymi głównie przez jednostki NKWD.

W 1946 r. działało ponad 260 oddziałów partyzanckich, w których szeregach walczyło 7–9 tys. ludzi. Było to o 50 proc. mniej niż rok wcześniej. Co prawda nadal najliczniejszą siłę stanowiły oddziały podporządkowane Zrzeszeniu WiN (ok. 25 proc.), ale zanotowały one aż czterokrotny spadek swoich stanów. Połowa winowców walczyła na Lubelszczyźnie. Drugą siłą pozostawały oddziały narodowe (ok. 20 proc.). Szczególnie silne były one na Białostocczyźnie i północnym Mazowszu. W 1946 r. KWP dowodzone przez kpt. Stanisława Sojczyńskiego, Warszyca, miało pod bronią blisko 1,4 tys. partyzantów, co stanowiło 15 proc. ogółu leśnych w Polsce.

Dekompozycja i amnestia.

W dziejach powojennego podziemia głównym procesem, któremu je poddano, była decentralizacja (dekompozycja). Rozbijanie kolejnych komend centralnych, zrywanie sieci łączności, brak rozkazów powodowały zmiany przynależności organizacyjnej lub usamodzielnienie. Przede wszystkim wzrastała rola komendanta szczebla lokalnego, głównie dowódcy oddziału partyzanckiego. Wtedy charakter działalności zależał od jego kręgosłupa moralnego.

Wiarę w zwycięstwo w szeregach podziemia zachwiały wyniki sfałszowanego przez komunistów tzw. referendum ludowego z 30 czerwca 1946 r. Jednak jego kręgosłup złamała amnestia ogłoszona 22 lutego 1947 r. przez Sejm Ustawodawczy wyłoniony w sfałszowanych wyborach ze stycznia 1947 r. W marcu i kwietniu skorzystało z niej ponad 53 tys. osób, ponadto z więzień zwolnionych zostało ponad 23 tys. osób. Oficjalnym celem amnestii było umożliwienie powrotu do normalnego życia dotychczasowym konspiratorom. Ukrytym, ale prawdziwym zamiarem MBP było zewidencjonowanie, a w przyszłości rozpracowanie i rozbicie wrogiego środowiska. W jej wyniku UB udało się zgromadzić bezcenne informacje wykorzystywane w następnych latach w działaniach operacyjnych.

Nieprzejednani.

W konspiracji pozostali najbardziej nieufni i nieprzejednani. W latach 1947–50 przez szeregi ponad 120 grup partyzanckich przeszło 1100–1800 ludzi. Szacuje się, że po 1950 r. działało jeszcze ponad 40 grup zbrojnych, przez które przewinęło się blisko 400 ludzi. Do 1953 r. były one stopniowo odstrzeliwane przez UB i KBW. Ostatnia grupa dowodzona przez ppor. Stanisława Marchewkę, Rybę, została rozbita na początku marca 1957 r. niedaleko Łomży. Ostatni partyzant Józef Franczak, Laluś, zginął w walce z SB i ZOMO 21 października 1963 r. w okolicach Piasek na Lubelszczyźnie.

Wojna domowa? Powstanie antykomunistyczne? Samoobrona?

Od wielu lat trwa spór o to, czym była walka po 1944 r. Z jednej strony próbowano upowszechnić tezę, że była to wojna domowa. Jednak bardziej przekonujące są argumenty jej przeciwników, którzy słusznie twierdzą, że trudno mówić o wojnie domowej w sytuacji, kiedy jedna strona oprócz ewidentnej przewagi w sile uzbrojenia dysponuje ponadto aktywnym poparciem ZSRR.

W niektórych publikacjach pojawia się ostatnio teza, że mieliśmy do czynienia z powstaniem antykomunistycznym. Należy jednak pamiętać, że dowództwa głównych organizacji podziemnych nie nawoływały do intensyfikowania walki, przeciwnie, dążyły do jej ograniczenia. Powstanie planowano, ale podstawowym warunkiem miał być wybuch trzeciej wojny światowej. Bardzo ciekawie i trafnie argumentował swój powrót do lasu wspomniany już kpt. Broński: „Dlaczego więc powstała partyzantka [pod Sowietami]? Jest faktem niezaprzeczalnym, że powodem powstania partyzantki były owe bezwzględne i krwawe metody komunistyczne. I tylko one. Jako żołnierz przywiązywałem zawsze wielką wagę do dyscypliny i nigdy nie zrobiłbym czegoś, co sprzeciwiałoby się rozkazom moich władz: W tym wypadku czułem się żołnierzem AK i należało coś robić. Istniejące warunki zmuszały do jakiejś decyzji: albo myśleć tylko o własnym przetrwaniu i czekać, co dalej będzie, albo brać czynny udział w wytwarzającym się ruchu obrony”.

Walka zbrojna nie była celem samym w sobie. Była przede wszystkim reakcją na działania prowadzone przez sowiecki i rodzimy aparat represji. Miała pozwolić na przetrwanie tego najtrudniejszego czasu. Była samoobroną. Z jednej strony chodziło o sparaliżowanie powstającej administracji komunistycznej (rozbijanie urzędów gminnych, niszczenie dokumentacji dotyczącej obowiązkowych dostaw, rejestrów poborowych), likwidację funkcjonariuszy aparatu represji i jej agentury oraz aktywistów partyjnych. Taki charakter miały również rozbicia posterunków Milicji Obywatelskiej (do kwietnia 1947 r. oddziały podziemia dokonały 1300 ataków, a niektóre posterunki były rozbrajane kilkukrotnie).

W latach 1944–46 oddziały podziemia przeprowadziły kilkadziesiąt akcji, w których wyniku uwolniono co najmniej kilkudziesięciu więźniów przetrzymywanych w komunistycznych katowniach: Biała Podlaska (marzec 1945 r., ponad 100 uwolnionych), Grajewo (maj 1945 r., ponad 100), Kielce (sierpień 1945 r., ponad 350), Puławy (kwiecień 1945 r., ponad 100), Radom (sierpień 1945 r., ok. 300), Rembertów (maj 1945 r., ponad 700), Włodawa (październik 1946 r., ok. 100), Zamość (maj 1946 r., ok. 300). Zazwyczaj taka akcja związana była z koniecznością krótkotrwałego opanowania miasta i zniszczenia innych znajdujących się tam agend władzy komunistycznej. Jeśli dochodziło do starć między oddziałami partyzanckimi z grupami operacyjnymi UB, KBW, NKWD i WP, to wynikały one zazwyczaj z tego, że siły aparatu represji prowadziły w terenie działania operacyjno-pacyfikacyjne, które zmuszały partyzantów do wymykania się z obławy lub przygotowania zasadzki.

Największe bitwy powojennego podziemia.

Taki charakter miały dwie największe bitwy powojennego podziemia. 7 maja 1945 r. zgrupowanie oddziałów NZW (NOW) okręgu rzeszowskiego dowodzone przez mjr. Franciszka Przysiężniaka, Ojca Jana, liczące ok. 170 partyzantów, zostało zaatakowane przez batalion wojsk ochrony pogranicza NKWD w Kuryłówce, niedaleko Leżajska. Rozgorzała ośmiogodzinna regularna bitwa. Dzięki dobremu wyszkoleniu i znajomości terenu oddziały podziemia odparły atak enkawudzistów i wzięły jednostkę sowiecką w kleszcze. Według różnych danych Sowieci stracili od 50 do 70 ludzi. Straty po stronie leśnych wyniosły pięciu poległych i czterech ciężko rannych. Następnego dnia w ramach odwetu Sowieci wrócili do Kuryłówki. Spalili 229 budynków mieszkalnych i ponad 500 gospodarczych, pozostawiając bez dachu nad głową ponad dziewięciuset jej mieszkańców.

Jeszcze większa bitwa miała miejsce 24 maja 1945 r. w Lesie Stockim koło Kazimierza Dolnego. Tego dnia ponaddwustuosobowe zgrupowanie partyzanckie dowodzone przez por./kpt. Mariana Bernaciaka, Orlika, zostało zaatakowane przez ponadsześciusetosobową grupę operacyjną NKWD, UB i KBW. Doszło do kilkugodzinnej ciężkiej walki, której momentem przełomowym było spotkanie w jednym z wąwozów grupy partyzanckiej z dowództwem atakujących. W wyniku strzelaniny sztab grupy operacyjnej poległ, a szala zwycięstwa przechyliła się na stronę leśnych. W bitwie poległo ośmiu partyzantów i dwudziestu bezpieczniaków. Wśród zabitych znalazł się kpt. Henryk Deresiewicz, kierownik Wydziału Walki z Bandytyzmem WUBP w Lublinie.

Konspiracja i dwuwładza.

W latach 1945–46 na wielu obszarach Polski, głównie na wschodzie i w centrum, mieliśmy do czynienia ze stanem dwuwładzy. Władza komunistyczna nierzadko ograniczała się do miast wojewódzkich i powiatowych, w terenie niepodzielnie panowali leśni. W wielu powiatach komórki PPR zmuszone były do działalności konspiracyjnej.

Porównując akcje polskiego podziemia z czasów okupacji niemieckiej i te powojenne nasuwa się jedno bardzo istotne spostrzeżenie. Otóż w tym drugim okresie niemal nie występowały operacje polegające na niszczeniu infrastruktury (zrywanie torów kolejowych, wysadzanie mostów i pociągów itp.). Można pokusić się o stwierdzenie, że oszczędzając potencjał gospodarczy partyzanci nie walczyli z państwem, ale z aparatem władzy.

Działalność zbrojna była jedną z form działalności podziemia. Bardzo istotne znaczenie przywiązywano do akcji uświadamiającej polskie społeczeństwo. Wydawana podziemna prasa miała być z jednej strony nośnikiem informacji niezależnej od aparatu propagandowego komunistów, z drugiej strony miała podtrzymywać wiarę w zwycięstwo. Warto również pamiętać o zbieraniu informacji wywiadowczych. Ważną część stanowiło dokumentowanie aktów zbrodni, których dopuszczał się komunistyczny aparat represji, oraz personaliów ludzi, którzy za nie odpowiadali.

Podziemie na ziemiach utraconych.

Porozumienie zawarte przez przedstawicieli PKWN i ZSRR 27 lipca 1944 r. spowodowało, że wytyczona granica odcięła struktury AK działające na terenach sowieckiej Białorusi, Litwy i Ukrainy od dowództwa w Polsce centralnej. Warunki funkcjonowania na tych obszarach były nieporównywalnie trudniejsze niż na terenach Polski w pojałtańskich granicach. W okresie od sierpnia 1944 do maja 1945 r. głównym celem tamtejszej AK było podtrzymywanie na duchu miejscowej ludności, wobec której administracja sowiecka wywierała presję, aby skłonić ją do wyjazdu. W czasie akcji Burza Wołyń opuściła licząca ok. 6 tys. żołnierzy 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK; rozbrajanie przez Sowietów oddziałów, które pozostały, spowodowało, że ludność cywilna pozostała bez ochrony przed atakującymi ją grupami UPA, a tym samym była zmuszona do ucieczki. Podobnie było w Galicji Wschodniej.

Skutkiem tego w 1946 r. na terenie Ukrainy polskie podziemie już nie istniało. Inaczej potoczyły się losy konspiracji na ziemiach północno-wschodnich II RP (Grodzieńszczyzna, Nowogródczyzna, Wileńszczyzna). Od momentu wkroczenia wojsk sowieckich latem 1944 r. ponosiła ona ciągłe i ciężkie straty (ok. 6 tys. wywiezionych w głąb ZSRR). W 1945 r. jej siły były szacowane na ok. 10 tys. ludzi, z czego ok. 2 tys. walczyło w stałych oddziałach partyzanckich. Działania sowieckich służb specjalnych oraz wyjazdy do Polski spowodowały, że w następnym roku siły podziemia stopniały do ok. 2 tys. ludzi, z czego 600 walczyło w oddziałach leśnych. Wspomnieć tutaj należy o działającym w okolicach Lidy i Szczuczyna Obwodzie 49/67 dowodzonym przez ppor. Anatola Radziwonika, Olecha. Jego główne siły rozbito wiosną 1949 r., wtedy poległ też dowódca. Ostatnie grupy zlikwidowano w latach 1952–53. Z kolei na Grodzieńszczyźnie działała Samoobrona Ziemi Grodzieńskiej na czele z por. Mieczysławem Niedzińskim, Menem. Dowódca poległ wiosną 1948 r., a ostatnich żołnierzy zabito na początku lat pięćdziesiątych.

Bilans.

Podając dane dotyczące strat poniesionych przez obie strony powojennego konfliktu, nadal zdani jesteśmy na ustalenia historiografii peerelowskiej. Z szacunków tych wynika, że po stronie podziemia poległo w walce ponad 8,6 tys. partyzantów (wliczani są w tę liczbę również partyzanci UPA), aresztowano 79 tys. osób. Na mocy wyroków sądowych ponad 5 tys. skazano na karę śmierci (stracono ok. 3 tys.). W więzieniach miało umrzeć 21 tys. osób. Po drugiej stronie straty wyniosły odpowiednio: 12 tys. członków formacji mundurowych (UB, KBW, WP, MO, ORMO), 1 tys. żołnierzy Armii Czerwonej i funkcjonariuszy NKWD oraz 10 tys. cywilów (aktywiści partyjni, agentura UB i NKWD, ofiary przypadkowe i ofiary akcji pacyfikacyjnych polskiego i ukraińskiego podziemia).

Pokonanie podziemia nie oznaczało zakończenia z nim walki. W bardzo wymowny sposób wyraził to jeden z oficerów śledczych MBP, który w 1948 r. zwrócił się do przesłuchiwanego przez siebie działacza niepodległościowego tymi słowami: „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa”. Przez następne czterdzieści lat komuniści używali do tego celu machiny propagandowej. W działania te zaangażowani byli również literaci, filmowcy, a przede wszystkim wielu peerelowskich historyków.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną