Karząca ręka powstania. Szpiedzy i mściciele
„Państwo podziemne mogło karcić błahe wykroczenia grzywną albo chłostą; potem zostawał już tylko sztylet albo stryczek” – pisał Stefan Kieniewicz.
„W Cytadeli Warszawskiej”, pocztówka z obrazem Tadeusza Rybkowskiego, 1920 r.
FoKa/Forum

„W Cytadeli Warszawskiej”, pocztówka z obrazem Tadeusza Rybkowskiego, 1920 r.

POWSTAŃCZY WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI. Tajemne państwo podjęło ogromny wysiłek organizacji własnego sądownictwa, z kodeksami włącznie. A wszystko, jak głosił w czerwcu 1863 r. krótkotrwały tzw. rząd czerwonych prawników, „celem wprowadzenia porządku i ładu, a przecięcia samowolności”. Osoby szkodzące powstaniu karano bowiem wcześniej na zasadzie doraźności, co pachniało źle postrzeganym przez część społeczeństwa i zagranicę terrorem. Ruch narodowy musiał się jednak bronić, opierając się na, sformalizowanej z czasem, zasadzie obywatelskiego donosu.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj